niedziela, 3 stycznia 2016

Tajemnica porcelanowej lalki - Streszczenie + fragment

video

Na wstępie chciałabym wyjaśnić, jak doszło do tego, że postanowiłam napisać tę historię.
Pewnego dnia, tuż przed pracą, zajrzałam do zaprzyjaźnionego sklepu z antykami. Mam bzika na punkcie staroci, nie przejdę obojętnie obok takiego miejsca. Jak zwykle, kiedy tam wchodzę i zamykam drzwi, natychmiast przenoszę się w odległe czasy.
Uwagę moją zwróciła siedząca na jednej z półek porcelanowa lalka. Była lekko zniszczona, etykietka przyklejona do wyblakłej niebieskiej sukienki, wskazywała na XIX wiek.
Jej piękne niebieskie oczy wyglądały jak żywe, szpecił ją jedynie rozpruty po lewej stronie bok. Dlaczego ktoś zniszczył taką piękną lalkę?, pomyślałam.
W pracy nie mogłam się skoncentrować, cały czas zastanawiałam się jaką ona chowa w sobie tajemnicę.
Już następnego dnia zabrałam się do pisania, a kiedy doszło do opisu mojej bohaterki, postanowiłam udać się znów do zaprzyjaźnionego sklepu. Spotkało mnie jednak wielkie rozczarowanie, ponieważ lalki już tam nie było.
Sprzedawca poinformował mnie, że właściciel wycofał się ze sprzedaży i zabrał „moją” lalkę. Nie pomogły prośby o adres, zasłaniał się ochroną danych osobowych. Musiałam się więc zdać na własną wyobraźnię.
A o to moja historia......
Dwie przyjaciółki, Justyna i Basia spędzają wakacje w starym domu na skraju lasu. Tam na strychu, znajdują wiekową porcelanową lalkę. Jak wynika z przekazów, lalka kryje w sobie pewną tajemnicę. I to dosłownie w sobie.
Okazuje się, że ma ona również moc uzdrawiania. Klara, lalka z mojej powieści jest jedną z dwunastu lalek pewnego Francuza, który tworzył je dla dzieci z biednych rodzin. Filip, wytwórca tych tajemniczych lalek, zaszywał w każdej z nich złotego luidora, aby w ten sposób pomagać tym biednym dzieciom.
Kiedy jedna z dziewczynek z mojej powieści zachoruje, lalka użyje swoich nadzwyczajnych zdolności i pomoże jej wrócić do zdrowia.
Jest tam wspaniałe życie na wiejskich wakacjach, przyjaźń i wielkie poświęcenie. Jest także wątek nieszczęśliwej miłości pierwszego właściciela starego domu. A wraz z Klarą przenoszę czytelników do pięknego, tajemniczego świata baśni.
Zapewniam, że czytając tę historię, każdy będzie w stanie spokojnie się zrelaksować, ponieważ „Tajemnicę porcelanowej lalki” mogą czytać zarówno kilkunastoletnie dziewczynki, jak i ich mamy. 
Aby zachęcić do swojej powieści dla młodzieży, postanowiłam wrzucić krótki urywek. Teraz tylko od was zależy, czy moja Klara - porcelanowa lalka, tak was oczaruje iż będziecie chcieli przeczytać ją w całości.
Wizyta na strychu i co może pudełko czekoladek.
Rano Basia z Justyną pierwsze były w kuchni, bo nie mogły już doczekać się chwili kiedy zobaczą znów lalkę. Kręciły się niecierpliwie podczas śniadania i co chwilę spoglądały znacząco na panią Marię.
- No to jak? Gotowe? – gospodyni  wstała w końcu od stołu i ruszyła w stronę schodów.                                                                     
Nie trzeba było powtarzać tego dwa razy. Po chwili wszystkie cztery pokonały wejście na poddasze.
- Ile tu różnych ciekawych rzeczy – pani Krystyna rozglądała się wkoło z zaciekawieniem.
- Spójrzcie na ten stary kołowrotek! Tak kiedyś pracowały w domu kobiety.
Ale największe zainteresowanie wzbudziła ogromna skrzynia. Maria delikatnie otwarła wieko i pierwsza zajrzała do środka, następnie ostrożnie zaczęła wyjmować po kolei wszystko, co tam się znajdowało. Ich uwagę zwrócił oprawiony w skórę album na zdjęcia ,usiadły na podłodze i z wielkim namaszczeniem obracały sztywne kartki ze zdjęciami.
Pożółkłe fotografie przedstawiały przeważnie całe rodziny. Na jednej z nich, w fotelu,  siedziała piękna dama w skromnej sukni trzymając małą dziewczynkę na kolanach. Delikatne jasne loczki zdobiły główkę dziecka wpatrującego się z wystraszoną miną w obiektyw aparatu. Czuło się wyraźnie, że jeszcze chwila, a ucieknie stamtąd z płaczem .Kobiecie ze zdjęcia towarzyszył dostojny i bardzo poważny mężczyzna, przypuszczalnie jej mąż.
- Basia, zobacz! - Justyna pokazała palcem na dziewczynkę z fotografii. - Ona trzyma naszą lalkę!
- Tak, to ta sama lalka…- Barbara pochyliła się nad zdjęciem i z uwagą mu się przyglądała. – O rany…
- A gdzie ona jest? - Pani Krysia zajrzała do skrzyni.
- Tutaj - Justyna trzęsącymi rękami już rozwijała materiał, w który zawinięta była porcelanowa lalka.
- Ale piękna! I jaka delikatna - zabawka przechodziła z rąk do rąk.
- Trzeba będzie ją trochę odświeżyć - stwierdziła Maria dotykając zakurzonej atłasowej sukienki ozdobionej koronkami.
- I fryzjer też by jej się przydał - dodała mama Justyny.
- Długo tam będziecie?- Z dołu dobiegł głos Marka.- Ktoś tu czeka na jedzonko i plącze mi się pod nogami.
- Już schodzimy -Odpowiedziała Maria chowając wszystko z powrotem do kufra. Tylko lalkę, troskliwie trzymaną teraz przez Basię, zabrały ze sobą.
Z kuchni dochodziło głośne miauczenie. Łatek siedział przy pustej misce i poruszając koniuszkiem ogona wyrażał swoje zniecierpliwienie.
- Miło mi ciebie poznać - pani Krystyna podeszła do kota. –Ty pewnie jesteś Łatek?
Kot wyprostował się natychmiast i podsunął grzbiet do głaskania.
- Jesteś bardzo ładny i taki mięciutki - kobieta z przyjemnością przesuwała ręką po błyszczącym futerku.
- No i co tam ciekawego odkryłyście na strychu? - Zagadnął Marek dopijając kawę.
- Patrz tato - Basia podniosła do góry znalezisko - to jest ta lalka, o której ci mówiłyśmy.
- Jest bardzo stara - Marek wziął lalkę do ręki i dokładnie jej się przyglądał. -I o to było tyle szumu?
- Tato, to nie jest jakaś tam zwykła lalka – zawołała oburzona. - Jest nawet na jednym ze zdjęć, które widziałyśmy w albumie na strychu.
- No, to zmienia postać rzeczy - Marek spojrzał na córkę i zrobił przesadnie poważną minę. – To rzeczywiście nie może być zwykła lalka.  A jak się nazywa ta panna?
- Nie wiemy. Może Malwina?- Zaproponowała nieśmiało Justyna.
- Niech, więc będzie Malwina. Czy wszystkie się zgadzacie? -Zapytała Maria.
- Może być - odpowiedziały po kolei.
Tak, więc lalka dostała imię, a potem wszyscy udali się do altanki, gdzie za pomocą wilgotnej szmatki została poddana odświeżaniu. Atłasową sukienkę Maria zamoczyła w delikatnym płynie do prania i bardzo ostrożnie zaczęła ją wygniatać.
-, Ale była brudna - Justyna spojrzała ze zgrozą na czarną wodę w miednicy.
- No cóż bardzo długo leżała w tej skrzyni, trudno się więc dziwić, że miała na sobie tyle
kurzu - powiedziała pani Krysia, zajmując się w tym czasie włosami lalki, które wykonane były z moheru*, dlatego zostały umyte z wielką ostrożnością, w delikatnym szamponie.
- To chyba cenny eksponat, który powinien być teraz w muzeum i konserwator sztuki  załamałby nad nami ręce-powiedziała matka Justyny - Ale przecież nie możemy jej zostawić w takim stanie. Będziemy bardzo ostrożne – dodała widząc niepokój w oczach pani Marii.
Słońce od rana świeciło intensywnie, więc po pół godzinie sukienka była jak nowa. Pani Krystyna zawinęła na zrobione przez siebie papiloty* - wilgotne jeszcze włosy lalki.
- Mamo, co to jest? - Justynka wzięła do ręki tasiemkę, na której ciasno zwinięty był kawałek papierowej serwetki.
- To są papiloty, moje dziecko. Tak właśnie dawniej kobiety kręciły sobie włosy, kiedy nie było jeszcze wałków.
- A te kobiety, które widziałyśmy na zdjęciach? Też miały na tym pokręcone włosy?
- Przypuszczam, że papilotów używały tylko te z biedniejszych rodzin. Hrabianki i panie z towarzystwa miały od tego swoich fryzjerów, a ci używali tak zwanych żelazek, czyli gorących, metalowych rurek, na które nawijało się pasma włosów. Te kobiety ze zdjęć wyglądały raczej na zamożne - odparła pani Krystyna, zakręcając na papilota ostatni kosmyk włosów. Na koniec miękką szmatką, przetarła tors lalki, który został wykonany z giemzy* – delikatnej koźlęcej skóry, jakiej używano w tych czasach do wyrobów, między innymi lalek.
- No i toaleta dobiegła końca - powiedziała pół godziny później Maria zakładając lalce czyściutką sukienkę. Teraz dopiero widać było piękne delikatne różyczki zdobiące cały jej przód.
Pani Krystyna rozkręciła papiloty i delikatnie uczesała włosy  lalki a  na koniec włożyła jej odświeżony, błękitny kapelusik.
- To teraz zabieram się za obiad - Maria skierowała się w stronę kuchni.
- A może ja coś dzisiaj ugotuję? - Zaproponowała pani Krysia.- Chętnie się czymś zajmę, poza tym lubię gotować.
- To świetny pomysł - ucieszyła się Maria -w takim razie ja wsiądę na rower i pojadę do pani Kozickiej zasięgnąć informacji o naszej tajemniczej parze. Przygotowałam już wszystko na bigos, zostało nam z ogniska trochę produktów, więc kuchnia należy teraz do pani. Maria zaprowadziła panią Krystynę na miejsce, a sama ruszyła do salonu. Wyjęła z zabytkowego kredensu pudełko wiśni w czekoladzie i zapakowała go do plecaka.
- To będzie na prezent powitalny – powiedziała – nie wypada przecież przychodzić w gości z pustymi rękami.
Pani Kozicka ucieszyła się widząc Marię. Na widok czekoladek zaświeciły jej się oczy.
- Ależ kochanieńka, a to, z jakiej okazji? - Zapytała zawstydzona.
- A czy musi być okazja? - Maria patrzyła jak zniekształcone artretyzmem, spracowane ręce kobiety usiłują się dostać do środka kolorowego pudełka.
- To może pomogę? - Zaproponowała widząc, że przeźroczysta folia nie chce się rozerwać.
- No widzi pani jakie mam powykręcane palce? -Kozicka podniosła dłoń do góry - to od roboty. Taka już dola kobiety na wsi – dodała gorzko.
- Pyszne! - Wsunęła pierwszą czekoladkę do ust i mlaskając przy tym głośno rozkoszowała się w milczeniu jej smakiem.
- To, z czym pani tu do mnie przyszła? - Kobieta usiadła wygodnie na małym stołeczku służącym do dojenia krów i poprawiając dużą kwiecistą chustę na głowie, spojrzała na Marię czekając na pierwsze pytanie.
- Pani Helenko – zaczęła Maria. -Czy pani coś wie na temat pierwszego właściciela tego domu, w którym teraz mieszkam?
- Wiem, nie wiem…Mogę tylko pani powiedzieć to, co gadali ludzie – mruknęła niechętnie Pani Kozicka. - Widziała pani ten murowany, stary dworek zaraz przy drodze?
- Tak wiem, o jakim dworku pani mówi – Maria kiwnęła potakująco głową.
- No...To tam mieszkała kiedyś rodzina Grościckich. Mieli jedyną córkę o imieniu Józefina. Oczko w głowie tatusia. Podobno bardzo urodziwe dziewczę, no to i starających się o nią było wielu…
- Mogę jeszcze czekoladkę? – spytała nagle, sięgając do pudełka.
- Ależ oczywiście, to przecież dla pani.
Pani Kozicka włożyła kolejną czekoladkę do ust, poprawiła się na stołku i wróciła do swojej opowieści.
-, Na czym to ja… Acha, już mam. No, więc miała wielu adoratorów, ale ojcu żaden nie odpowiadał. Szukał chyba dla swojej córeczki jakiegoś księcia z bajki. I wtedy na folwarku pojawił się pewien wędrowiec. Poprosił o pracę i hrabia Grościcki przyjął go na próbę.
- I co było dalej? – Spytała zaciekawiona Maria, widząc, że stara kobieta zamyśliła się na chwilę i zamilkła.
- Aa… No, przyjął go do pracy. Chłopakowi robota paliła się w rękach, mało tego - kobieta podniosła głos jakby dla podkreślenia ważności tego zdania - znał się na pisaniu, a z koniami to radził sobie tak, jakby urodził się w siodle. Uczył jeździć konno Józefinę i pewnie wtedy się, pani kochana, zakochali w sobie, jak to młodzi.
Kobieta sięgnęła po następną czekoladkę, poprawiła chustę pod brodą i popatrzyła bokiem na Marię, sprawdzając, jakie wrażenie to wszystko na niej wywiera.
Maria uśmiechnęła się do niej zachęcająco. Słuchała kobiety z zainteresowaniem i postanowiła jej nie przerywać, ponieważ obawiała się, że może ją tym zniechęcić, a bardzo chciała usłyszeć całą historię.
W dalszej części tej opowieści dowiedziała się, że młodzi spotykali się potajemnie, jednak ojciec Józefiny dowiedział się o ich romansie, zabronił córce kontaktów z Feliksem, a chłopaka wyrzucił z folwarku. Z tego co mówili pracujący tam parobkowie, wywiózł pewnej nocy córkę z dworu i ślad po niej zaginął.
Feliks długo szukał ukochanej, jednak nikt we wsi nie wiedział gdzie ona przebywa i nikt nie był w stanie mu pomóc.
- Nigdy się nie ożenił - mówiła prawie szeptem pani Kozicka. - Zamieszkał w domu, który budował z myślą o Józefinie. To ten, gdzie teraz spędzacie wakacje - dodała dla pewności, gdyby pani Maria nie zrozumiała, o który dom chodzi. - Poświęcił na to wszystkie swoje oszczędności, a cała wieś mu w pomagała, bo wszyscy go bardzo lubili. Ten zrobił stolarkę, inny postawił piec, ale większość prac robił sam Feliks. Taki był pracowity. Ale mieszkał w nim sam, więc na starość, nie mając spadkobierców przepisał go młodemu małżeństwu w zamian za opiekę nad nim aż do śmierci. Ludzie gadali, że żona tego nowego właściciela długo nie mogła mieć dziecka, ale jak już doczekali się córeczki, okazało się, że dziewczynka od urodzenia była bardzo chorowita.
Starsza pani znów sięgnęła do pudełka z czekoladkami.
-Miała na imię chyba Róża, albo jakoś tak - Kozicka zamyśliła się na moment, no, nieważne jak miała na imię, bo i tak nikt jej tu we wsi nie lubił.
- A dlaczego? - Spytała zaintrygowana Maria
- Powiem pani tak w zaufaniu... - Kozicka ściszyła glos, jakby obawiała się, że ktoś ich Podsłuchuje - mówili o niej, że jest jakaś dziwna. Opowiadała podobno wkoło o jakiejś Cudownej lalce, co to uzdrawia. A kto by w takie bzdury wierzył! – Machnęła lekceważąco ręką.
- W każdym razie, kiedy rodzice pomarli sprzedała ten dom i wyjechała nie wiadomo Gdzie?, I powiem pani coś jeszcze - kobieta kończyła już swoją opowieść.
- Podobno zaraz po wojnie odwiedził naszą wioskę starszy elegancki mężczyzna mówiąc, że jest synem Józefiny. Kazał zaprowadzić się na grób Feliksa, a wyjeżdżając zamówił u Kamieniarza płytę z czarnego marmuru.
- Bardzo drogą, proszę pani, bardzo drogą – pani Kozicka podniosła znacząco palec w górę.
- Mówił, że chce w ten sposób spełnić ostatnią wolę jego nieżyjącej już matki, która? Prosiła go o postawienie grobowca Feliksowi. Stoi teraz w tej starej części cmentarza, na pewno Pani go rozpozna - dodała gospodyni.
- Tak, w powrotnej drodze zajrzę na cmentarz. – A.... Maria zawahała się na chwilę - myśli pani, że to mógłby być syn Józefiny i Feliksa?
- A cóż ja to mogę myśleć pani kochana! - żachnęła się stara kobieta –ludzie gadali, że ten mężczyzna był bardzo podobny do Feliksa, ale ja tam nic nie wiem i nie chcę rozsiewać plotek.
- A to dopiero historia! - Maria pokiwała z niedowierzaniem głową.- Ciekawe, czy on, to znaczy Feliks, o tym wiedział?
- A kto tam to wie, moja droga pani, tylko jeden pan Bóg może to wiedzieć - kobieta wzniosła nabożnie oczy ku górze.
- No czas już na mnie - nauczycielka wstała z niewygodnego krzesła i podała kobiecie rękę na pożegnanie.
- O tak, późno już, czas przestawić krowy na pastwisku - powiedziała pani Kozicka, po czym wyjęła zmiętą chusteczkę z kieszeni fartucha i wytarła nią wilgotne oczy. Taka zmarnowana miłość - dodała na koniec wyjmując ostatnią czekoladkę z pudełka. Ja tam nie przepadam za słodkim – wzruszyła ramionami -ale te od pani nawet dobre.
Tylko puste pudełko po czekoladkach świadczyło o tym, jak bardzo pani Helena nie lubi słodyczy.
 Spis treści :
  1. Rozdział : Propozycja Pani Jadzi
  2. Rozdział : Nareszcie wakacje
  3. Rozdział : Niespodziewany gość - Łatek
  4. Rozdział : Tajemnicze znalezisko
  5. Rozdział : Ranna sarna
  6. Rozdział : Historia nieszczęśliwej miłości 
  7. Rozdział : Wizyta na strychu i co może pudełko czekoladek
  8. Rozdział : Feliksie - Zabrałeś swoją tajemnice do grobu
  9. Rozdział : Wakacyjna lekcja przyrody
  10. Rozdział : Dziwny sen
  11. Rozdział : Janek
  12. Rozdział : Wycieczka do ruin opuszczonego dworku
  13. Rozdział : Wizyta w antykwariacie
  14. Rozdział : KORA - Kłopotliwy prezent urodzinowy
  15. Rozdział : Paryska kolekcjonerka lalek 
  16. Rozdział : Przerwane wakacje 
  17. Rozdział : Pomóż jej Klaro
  18. Rozdział : Podróż do świata baśni 
  19. Rozdział : Nie oddam Klary 
  20. Rozdział : Koniec wakacji 
  21. Rozdział : Paryska kolekcja w Polsce 
  22. Rozdział : Pomoc Teofila
  23. Rozdział : Jola 
  24. Rozdział : Złote serce Klary 
  25. Rozdział : I wszystko dobrze się skończyło
Prześlij komentarz