środa, 23 grudnia 2015

Wigilijna Noc - Wanda Sewioł

blog_hn_4009721_5359057_tr_choinka_bn_516


Wigilijne opowiadanie.
Wanda Sewioł - TPL

Dobry wieczór, lub dzień dobry :) bo nigdy nie wiem, kiedy do mnie zajrzycie .

Święta tuż, tuż i ich wielka magia. Czekamy wszyscy na pierwszą gwiazdkę w Wigilię Bożego Narodzenia.

I właśnie jedna, taka dziewczynka nie przegapiła tej niezwykłej magicznej nocy.

Zapraszam na " Wigilijną Noc"


Wigilijna Noc .
W domu panował świąteczny nastrój. Pachnąca lasem choinka, wystrojona jak księżniczka z bajki, przyciągała wzrok dziewczynki, siedzącej na wózku inwalidzkim.
- Mamusiu, kiedy będziemy rozpakowywać prezenty? - zapytała Marysia, poprawiając  dużą kokardę upiętą, na misternie splecionym warkoczu.
- Po kolacji kochanie – zaraz zaczynamy – powiedziała kobieta, przytulając czule swoją córkę.
Po chwili, Wigilijny stół, nakryty śnieżnobiałym obrusem, zapełniał się świątecznymi potrawami. Z drugiego pokoju, słychać było melodyjne kolędy, a na dworze padał gęsty  śnieg.
 - Popatrz Marysiu! - przyjechała babcia z  dziadkiem. Matka skierowała wózek w stronę okna i uchyliła firanę tak, by dziewczynka mogła wszystko dokładnie zobaczyć.
 - Ale sypie – powiedziała starsza pani, otrzepując buty ze śniegu. Andrzejku, zabrałeś wszystko z samochodu? -  zapytała mężczyznę, który wchodził do domu tuż za nią.
 - Myślę, że tak – odpowiedział stawiając pakunki na podłodze w przedpokoju.      - Marysiu! – zawołał – zamknij oczy.
Dziewczynka zacisnęła z wrażenia piąstki i przymknęła powieki.
- He, he! - podglądasz! - powiedział dziadek chowając za sobą dużą paczkę.
Zawstydzona panienka, zakryła oczy dłońmi.
Kiedy już wszystkie prezenty znalazły się pod choinką, rodzina zasiadła do stołu.
W końcu nadszedł czas, tak długo oczekiwany przez zniecierpliwione dziecko.
 - A co to jest? Zapytała Marysia.
- Sama zobacz – powiedziała babcia, pomagając rozpakować duże pudło z licznymi otworami. W środku, była klatka z małą ruchliwą, białą myszką.
 - O rany! Jaka śliczna - zawołała dziewczynka.
Myszka biegała po klatce, wystraszona ruchem jaki panował w pokoju. Co jakiś czas stawała słupkiem, poruszając śmiesznie długimi wąsikami.
- Podoba ci się? - zapytała matka
- Tak! - jest taka śliczna, dziecko klaskało głośno w ręce.
-To dobrze, że ci się podoba twoja nowa przyjaciółka - powiedziała babcia. Jak ją nazwiesz?
 - Może Wiercia bo nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu - zaproponowała, robiąc przy tym śmieszną minę.
- Niech będzie Wiercia, zgadzamy się - odpowiedzieli wszyscy chórem
- A mogę zabrać ją na ręce?
- Myślę że możesz, tylko musisz ją mocno trzymać, bo jak ucieknie, to trudno  będzie ją złapać – powiedział dziadek wyciągając zwierzątko z klatki i podał Marysi.
 - Mamusiu, jaka ona mięciutka i ma taki śmieszny różowy pyszczek, ale dlaczego tak się trzęsie? - zapytała
- Bo jest w nowym miejscu - odpowiedziała matka. Musi się do ciebie przyzwyczaić, dlatego lepiej będzie jak wróci teraz do klatki.
Kiedy Wiercia znalazła się z powrotem w swoim domku, wyskoczyła na małą karuzelę i przebierając krótkimi nóżkami, obracała zabawkę coraz szybciej, ku radości obserwującego z zachwytem dziecka.
Zrobiło się późno. Dziadkowie pożegnali się życząc zdrowych spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Rodzice odwieźli małą do jej pokoju i postawili klatkę z myszką, obok łóżka.
 - Teraz ten pokój należy także do Wierci – powiedział ojciec dziewczynki, całując ją w czoło. Dobrej nocy kochanie, dobrej nocy córeczko – dodała matka zamykając cichutko drzwi.
Marysia zmęczona nadmiarem wrażeń dzisiejszego wieczoru, wtuliła głowę w poduszkę i próbowała usnąć.
- Nie podoba mi się imię Wiercia, usłyszała cichutki głosik, dobiegający z klatki.
- Czy mi się to śni? - dziecko podniosło głowę i spojrzało ze zdziwieniem na myszkę.
- To nie sen, czy rodzice ci nie mówili, że w Wigilijny wieczór, zwierzęta mówią ludzkim głosem? To jedna taka noc w roku, kiedy możemy sobie pogadać – powiedziała myszka. No co tak patrzysz? - wyciągnij mnie z  klatki bo mam alergię na ten żwirek, to dobre dla chomików, a nie dla takich delikatnych osobników jak ja - nie ucieknę ci - weź mnie na łóżko.
Zdziwiona dziewczynka, wychyliła się i otworzyła klatkę. Wiercia jednym ruchem znalazła się na kołdrze obok dziecka.
- No teraz już lepiej, powiedziała drapiąc się za uszkiem – wszystko mnie swędzi – dodała z wyrzutem. Mam pomysł - Wiercia wspięła się zwinne na ramię dziewczynki. Czy chcesz zamienić się ze mną na te noc? - zapytała.
- Ale jak to zamienić się? - powiedziała Marysia.
- To nic trudnego, teraz to wszystko jest możliwe - ja poleżę w twoim łóżeczku, a ty możesz sobie pobiegać
 -To znaczy, że zamienimy się? - ty będziesz mną a ja tobą?
 - Dokładnie tak, zamieniasz się? - zapiszczała myszka.
- Tak zamieniam się, dziewczynka usiadła wygodnie w oczekiwaniu na to, co ma za chwilę się wydarzyć. Tak chciałabym sobie pochodzić, bo od urodzenia nigdy nie miałam okazji tego robić.
Za oknem  na niebie świeciły gwiazdy, jedna z nich oderwała się od reszty i powoli spadała w dół.
 - Teraz? - pomyśl życzenie! - zawołała Wiercia.
 - Chcę się zmienić w myszkę! szepnęła dziewczynka zamykając oczy. Kiedy je otworzyła, zobaczyła  na sobie białe futerko i długi różowy ogonek. Jeszcze przez chwilę stała tak na swoich krótkich nóżkach, bojąc się poruszyć.
- No, co tak stoisz? - usłyszała głos z pod kołdry, nie chcesz sobie pobiegać?
Pierwszy krok był najtrudniejszy, potem poszło jak z płatka. Marysia podbiegła do zamkniętych drzwi, ale dla takiej małej myszki nie stanowiło to problemu By je pokonać. znalazła małą szparę i z łatwością, przecisnęła się do pokoju rodziców, którzy smacznie już spali. Tej wyjątkowej nocy, dom należał teraz do niej. Pierwszy raz w życiu miała okazję, zobaczyć tak dokładnie pokoje na piętrzę i strych, który z powodu jej kalectwa, był zawsze dla niej nie osiągalny. Zdyszana pobiegła do piwnicy.
Na starej zniszczonej kanapie, przeciągał się leniwie kot.
- Nie obawiaj się - zwrócił się ludzkim głosem do myszki - dziś ci nic nie grozi, ale tylko dziś, bo innym razem schrupałbym cię z chęcią – dodał liżąc swoje czarne, lśniące futerko. Podobno masz na imię, Marysia. Azor powiedział mi, że zamieniłaś się na chwilę z tą białą damą z klatki. Mogę zabrać cię na wycieczkę po okolicy, zobaczysz jaką mamy w tym roku piękną zimę. Jeśli masz ochotę, to wskakuj na mój kark i wtul się dobrze w futro, jeśli nie chcesz zmarznąć.
Marysia nie czekając na drugie zaproszenie, wdrapała się na plecy kota i wtulona w jego,  jego ciepłą sierść, z bijącym sercem czekała co będzie dalej.
Jej przewodnik wyprężył grzbiet i korzystając z uchylonego okienka w piwnicy, zwinnym ruchem znalazł się ze swoją pasażerką na zewnątrz.
To była najpiękniejsza noc w jej życiu. Mogła zajrzeć do swojej przyjaciółki ze szkoły, co prawda tylko przez okno, ale widziała ją jak śpi z nowym misiem. Mruczek, bo tak przedstawił się jej nowy przyjaciel, zabrał ją do domu dziadków. Jeszcze nie spali. W kominku palił się ogień, babcia czytała książkę, a dziadek majstrował coś przy choince. To wszystko widziała z parapetu okna, na który wskoczył Mruczek.
Pierwszy raz od wielu lat, była bardzo szczęśliwa. Co jakiś czas ocierała małą łapką, spływające na białe futerko, łzy.
- Przestań się mazać - na przyszły rok, jak oczywiście dożyję - znowu zabiorę cię na wycieczkę - powiedział sympatyczny kotek.
Kiedy zaczęło świtać, musieli wracać.
Rano do pokoju, pierwsza weszła matka.
- Jak się spało? - zapytała, witając pocałunkiem swoją córeczkę.
- Bardzo dobrze - powiedziała Marysia, patrząc w stronę klatki, gdzie jej mała myszka, spała sobie słodko. Mamusiu, musimy jej zmienić ten żwirek, bo ona ma chyba na niego alergię.
-  Cha, cha! - kobieta zaśmiała się serdecznie, czyżby ci się żaliła?
 - Nie, ale całą noc się drapała - powiedziała dziewczynka, widząc kątem oka, delikatny uśmieszek na różowym pyszczku Wierci.
Prześlij komentarz