niedziela, 6 grudnia 2015

Wanda Sewioł - Nauczka

- Magda, proszę cię sprzątnij ten bałagan w swoim pokoju, dziś przychodzi do mnie przyjaciółka na parapetówkę – zwróciłam się do córki, która pakowała się właśnie na zajęcia.
- Mamuś, nie mam czasu... Ale wybacz, co ma mój pokój do twojej przyjaciółki? Nie rozumiem?
- No jak to, co? Mam zamiar pokazać jej całe nasze mieszkanie, a u ciebie totalny Sajgon, jak zwykle zresztą.
- Mamo, to mój pokój, moje sanktuarium, więc nie życzę sobie tam żadnych gości – powiedziała całując mnie na pożegnanie.
Może i jej sanktuarium, ale nasze mieszkanie. Nie mogłam zostawić tego bałaganu, aż wróci. Posprzątałam, ale postanowiłam, że odegram się na mojej córeczce, jak tylko nadarzy się okazja. A długo nie czekałam.
Moja córeczka poznała na urodzinach u koleżanki fajnego chłopaka. Spotykali się od kilku miesięcy. Aż nadszedł czas, kiedy postanowiła go zaprosić do domu.
- Mamuś, dziś przyjdzie do nas Rafał, możesz coś przygotować na kolację?
- No jasne Marysiu, zrobię gorącą kolację i może lody na deser?
- Super! Jesteś wielka! – Córka rzuciła mi się na szyję. Wracam z zajęć o szesnastej, a Rafał ma być o siedemnastej. Zdążysz?
- No jasne, że tak.
- Dzięki.
Może była to bolesna nauczka dla mojej córeczki, ale tylko w taki sposób mogłam jej przekazać, że nie mieszka w hotelu.
W jej pokoju jak zwykle panował bałagan. Ciuchy rozrzucone wszędzie, gdzie tylko było można. Rajstopy, majtki, staniki, walały się na komodzie i łóżku. Waciki do zmywania makijażu, patyczki do czyszczenia uszu... Ech niech sobie ten chłopak to wszystko zobaczy. Dosyć tego!
Wyszłam z pokoju i zostawiłam go w takim stanie, jaki zastałam.
Ja ze swojej strony zrobiłam wszystko, by przyjąć jej gościa. Przygotowałam pyszną kolację, zrobiłam szarlotkę, którą podam z lodami. U mnie wszystko lśniło, ale nie u mojej córci?
Nagle zadzwonił telefon.
- Mamuś, wrócę tuż przed przyjściem Rafała, błagam cię, nalej mi wody do wanny z tym płynem różanym, a.... Jeśli możesz to wyciągnij z szafy ten komplecik w groszki, bo nie będę miała wiele czasu by się przygotować.
- Dobrze córeczko, nie martw się, zajmę się twoim gościem, zanim ty zrobisz się na bóstwo.
Biłam się z myślami, co dalej? Czy ja dobrze robię? Czy ja zawiodę moją córkę, bo jak ten chłopak zobaczy jej pokój? Ale pomyślałam sobie, że nie od razu tam wejdzie i moja córeczka zrobi wszystko, żeby było ok.
Wpadła do domu jak szalona. Nie pytając o nic, weszła do łazienki.
- Mamuś, możesz mi podać ten komplecik w groszki?
- Tak. I podałam.
Kiedy Marysia suszyła włosy, zadzwonił domofon.
- Dzień dobry, ja do Marysi.
- Proszę wejść.
Młody sympatyczny człowiek, pokłonił mi się nisko w progu i wręczył bukiecik miniaturowych różyczek.
- Nazywam się Rafał Burski i jestem znajomym Marysi.
- Witam pana, proszę wejść, córka jeszcze niegotowa. Zapraszam do salonu.
Sympatyczny młodzieniec próbował zdjąć buty – pomyślałam... Dobrze wychowany..
- Proszę nie ściągać obuwia, jest pan naszym gościem – powiedziałam, kiedy próbował rozwiązać sznurówkę.
Przeszliśmy do pokoju, który u nas nazywamy salonem.
- Zapraszam.. Czego się pan napije?
- Proszę nie robić sobie kłopotu.
- Panie Rafale, to żaden kłopot. Marysia, jak każda kobieta jest w łazience, więc jest pan zdany na jej matkę. Dlatego... Znając moją córeczkę, nie szybko się pan doczeka jakiegoś płynu... To może kawa?
- Ok. chętnie.
Znajomy Mojej córki okazał się, całkiem fajnym chłopakiem. Zanim dotarła do nas Marysia, dowiedziałam się, że studiuje archeologię i jest totalnie zakręcony tym kierunkiem. Ale zanim opowiedział mi o kolejnym odkryciu – zjawiła się nasza dama.
- Przepraszam, zatrzymali mnie dziś na zajęciach, ale widzę, że mama mnie godnie zastąpiła.
- No cóż córcia, powiem z cała odpowiedzialnością, że zapewne nie nudziłam się z twoim gościem.
-To w takim razie, mamuś ja zaproszę Rafała do siebie. 
- Oczywiście córcia, ale może najpierw zajrzysz, co do ciebie przyszło?
- A... Coś przyszło?
- Zobacz dziecinko – powiedziałam
Rozmawialiśmy z Rafałem jakieś pól godziny, w tym czasie moja córka sprzątała swój pokój.
Zaprosiła swojego znajomego do siebie i oczywiście nie odbyło się bez komentarza.
- Mamo, jak mogłaś mi to zrobić? Wiedziałaś jak bardzo mi na tym zależy, a ty nie zadbałaś o to, by usunąć parę moich łaszków? – Powiedziała w kuchni, kiedy szykowałam szarlotkę.
- Zaraz córeczko, ja wykonałam swoją pracę.... Zrobiłam kolację, posprzątałam w swoim pokoju, a twój zostawiłam, bo mówiłaś, że sanktuarium i niech nikt tam nic nie zmienia.
- Dobra, zajmij jeszcze przez chwilę Rafała, a ja tam uprzątnę...
I zajęłam się Rafałem, który okazał się wspaniałym młodym człowiekiem. Zanim dotarła do nas Marysia, dowiedziałam się o wielu archeologicznych odkryciach. Oj... Byłam pod wielkim wrażeniem tego młodego człowieka.
Wreszcie moja córka dotarła do nas. Było sympatycznie, a za kolację dostałam pochwałę od znajomego Marysi. Oj.... Jak dawno mnie już nikt nie chwalił.  
Siedzieli do dwudziestej, e... Nie żebym była jakaś taka kwoka, ale....Jak na pierwszy raz? I nie zawiódł mnie ten Rafał.
Po dwudziestej pożegnał się z nami.
- Mamuś, jak mogłaś?
- A o czym mówisz córcia?
- Wiedziałaś, że przyjdzie Rafał...
- Tak, wiedziałam, ale czy nie przyjęłam twojego gościa jak należy?
Córka z obrażoną miną zamknęła się w swoim pokoju, a ja zabrałam się za sprzątanie w kuchni.
- Mamo, ja to zrobię – powiedziała, kiedy przenosiłam brudne talerze do zlewu. Hiii, i tak dałaś mi czas na sprzątnięcie pokoju, kiedy zaprosiłaś Rafała do siebie. Dzięki.
I tak moja zakochana córeczka, zaczęła dbać już o swoje sanktuarium, jak mawiała kiedyś.
Teraz już nie mamy z tym problemu. Marysia nie tylko dba o swój pokój, ale także o cały dom. Za rok ślub, więc jej pokój nie będzie już tylko jej sanktuarium.
Czy zrobiłam dobrze? Zostawiając bałagan w pokoju córki, kiedy spotkanie w tym dniu było tak bardzo ważne?
Myślę, że tak... Bo umówmy się.... Miałam gdzie przyjąć gościa, a bałaganiara, miała w tym czasie chwilę, by ogarnąć nieład w swoim pokoju.
Prześlij komentarz