niedziela, 22 listopada 2015

Uzdrowiła mnie działka

125413_ogrod_brama_plot_zielen

Witam ponownie moich miłych i wiernych gości.
Wanda Sewioł - TPL
Jak już wiecie, jestem na emeryturze i jestem szczęśliwą posiadaczką działeczki za Krakowem.
Oj.... daleko mi do prawdziwej działkowiczki, ale staram się jak tylko potrafię.
A moja działeczka też coś dla mnie zrobiła, a chcecie wiedzieć co? To zapraszam na moją relację.

Uzdrowiła mnie działka 

Nie pamiętam kiedy to się zaczęło.....
Brak orientacji w terenie, to zmora, która prześladuje mnie od wielu lat. Wciąż  miałam koszmarne sny, że gubię się i nie wiem jak trafić do domu.
Dlaczego tak się działo? Teraz znam już odpowiedź na to pytanie.
Pracę miałam blisko domu, właściwie jak bym się uparła, mogłam chodzić do niej na piechotę. Jakiekolwiek wypady na miasto, pokonywałam samochodem, jako pasażer. I tak to właśnie moje życie toczyło się w zamkniętym kręgu, miedzy domem, pracą i sklepami, które były tuż obok.
Nigdy nie miałam pociągu do podróży, raczej z natury jestem domatorką, dlatego mało kiedy opuszczałam zamknięty krąg.
Pierwszy raz zgubiłam się w terenie, przebywając z mężem na urlopie w malowniczej miejscowości Wiśniowa.
Wynajęliśmy domek tuż obok lasu. Ten dzień pamiętam aż do dziś.
Jarek, mój mąż pojechał na zakupy, a ja postanowiłam nazbierać malin w lesie.
Wyszłam z domku, nie zabierając ze sobą telefonu, bo i po co? Przecież krzewy z owocami były tuż obok domu. Zachwycona ogromem owoców, brnęłam w głąb lasu w poszukiwaniu najpiękniejszych okazów. Kiedy miska była już pełna, postanowiłam wracać. To był koszmar, kiedy zorientowałam się, że nie wiem z której strony przyszłam. Czas mijał, a ja wciąż błądziłam nie mogąc znaleźć wyjścia z lasu. Ogarnęło mnie przerażenie, kiedy uswiadomiłam sobie, że nikt nie wie gdzie jestem, a ja nie mam jak kogokolwiek zawiadomić.
Na szczęście mąż przyszedł mi z pomocą. Kiedy usłyszałam jego nawoływania, rozpłakałam się jak dziecko.
Okazało się, że byłam bardzo blisko domu.
Od tego czasu, nauczona smutnym doświadczeniem, już nigdy sama nie weszłam do lasu.
Od kilku miesięcy jestem na zasłużonej emeryturze i większość obowiązków oraz spraw do załatwiania w mieście spadło na moje barki .Wtedy doszło do mnie jaka jestem nieporadna bez samochodu i męża.
Byłam załamana, kiedy musiałam coś załatwić i znalazłam się w jakimś miejscu z którego nie mogłam się wydostać. Zupełnie nie wiedziałam z której strony weszłam do sklepu, czy budynku i jak mam stamtąd wyjść. Zaczęłam się zastanawiać, czy aby nie jest to jakaś choroba, którą należy leczyć. W Internecie wpisałam hasło „ Brak orientacji w terenie” Wyniki mnie poraziły.
Demencja starcza, zaburzenia neurologiczne, otępienie starcze itp.
Mam dopiero 60 lat, jaka do jasnej cholery demencja starcza, jakie otępienie?
Byłam zdruzgotana, bo z opisu tych chorobowych określeń wszystko pasowało do mnie jak ulał. Dopiero wtedy wpadłam w otępienie. Mąż pocieszał mnie, że już jako młoda dziewczyna wciąż się gubiłam, więc mam się nie martwić i nie szukać sobie chorób na siłę.
- Rusz się z domu, nie siedź tu wiecznie, bo zupełnie sfiksujesz kobieto – powiedział Krzysiek. Masz teraz mnóstwo czasu, więc rób sobie wycieczki do miasta i ćwicz pamięć, bo faktycznie jak tak dalej będzie, to zapomnisz jak wrócić do domu po wyrzuceniu śmieci.
Mąż miał rację, musiałam zacząć nad sobą pracować.
Od wielu lat marzyliśmy o działce poza Krakowem i w końcu trafiła nam się okazja. Jeden z męża znajomych zaproponował nam dzierżawę ogródka działkowego kilkanaście kilometrów od Krakowa.
Działka była taka o jakiej zawsze marzyłam. W środku lasu z kolorowymi rabatkami obok małej altanki. Było tam wszystko co potrzebne do życia, czyli prąd, woda i ta cisza, zbawienna cisza, przerywana jedynie śpiewem ptaków.
Wreszcie byłam w swoim żywiole, z dala od osiedlowego gwaru odpoczywałam na łonie natury. Od razu zabrałam się za grządki warzywne i rabatki kwiatowe.
Z przyjemnością patrzyłam jak wszystko co zasadziłam rośnie jak na drożdżach.
I wtedy mąż dostał propozycję wyjazdu za granicę do pracy. Długo się starał, więc jak dostał wiadomość o wyjeździe nawet się nie zastanawiał.
- No dobrze, wyjedziesz, a co z działką? Zapytałam
- Cha, cha, a co ma działka do mojej pracy w Austrii?
- No jak to co? Tam trzeba być kilka razy w tygodniu, podlać pomidory, ogórki, skosić trawę.
- Ano trzeba, chciałaś działkę? To musisz kochana teraz sam o nią dbać.
- A kto mnie tam zawiezie?
- Sama musisz tam jechać, najwyższy czas Krysiu.
I tak to mój małżonek wyjechał po tygodniu, zostawiając mnie na łaskę losu.
Akurat jak na ironię losu lato było wyjątkowo upalne, deszczu jak na lekarstwo. Wiedziałam, że nie mam innego wyjścia, tylko muszę sama dotrzeć na działkę.
Przez Internet znalazłam najlepsze połączenie i na drugi dzień ruszyłam w drogę.
Busem dojechałam tylko do pewnego miejsca, resztę musiałam sobie radzić sama. Kierowca wysadził mnie na przystanku i wskazał w którą stronę mam iść.
Szłam poboczem drogi z sercem na ramieniu, bo za nic nie poznawałam miejsc które mijaliśmy jadąc z mężem samochodem. Jak na złość nie było nikogo w pobliżu, by zapytać czy w dobrym kierunku podążam. Nogi bolały mnie niemiłosiernie i chciało mi się płakać. Minęła godzina a ja nadal nie wiedziałam gdzie jestem. Wreszcie zauważyłam w oddali majaczącą się postać kobiety, która wieszała pranie przed domem.
- Dzień dobry pani – czy dobrze idę do Zagórza? Zawołam.
- Do Zagórza? To zupełnie w przeciwnym kierunku – powiedziała. Musi pani wrócić się do skrzyżowania i tam przy kapliczce skręcić w prawo, to jakieś dwa kilometry będzie do tej wioski.
Podziękowałam za wskazówki i wykończona usiadłam pod pobliskim drzewem.
Dwa kilometry i jeszcze trzeba wrócić do skrzyżowania, Boże.... To ja tam nawet na noc nie dojdę – myślałam. Ogarnęła mnie czarna rozpacz, ale wyjścia nie było. Wróciłam do miejsca gdzie wysadził mnie kierowca i ruszyłam w kolejną drogę, Czas dotarcia do działki zajął mi prawie trzy godziny, jednak kiedy zobaczyłam mały wiejski sklepik, gdzie robiliśmy z mężem zakupy, wreszcie odetchnęłam. Nareszcie znalazłam się na działce, usiadłam pod jodłą i musiałam zebrać myśli, zanim wezmę się do pracy. Zrobiłam kawę i stwierdziłam, że jest już na tyle późno i za chwilę zrobi się ciemno, że nie ma mowy o powrocie do domu. Wizja pozostania na noc, samej w środku lasu, przerażała mnie nie na żarty. No cóż, to była konieczność.
Zajęłam się ogródkiem, by nie myśleć o tym co mnie czeka.
Tej nocy nie zapomnę do końca życia. Wciąż wydawało mi się, że ktoś chodzi koło domku, co jakiś czas słyszałam dziwne odgłosy, trzask łamanych gałęzi i na dodatek zerwał się wiatr i rozpętała się burza.
Skulona w kłębek, przesiedziałam do rana, przysypiając od czasu do czasu.
Rano obudził mnie śpiew ptaków. Wyszłam na zewnątrz i odetchnęłam świeżym wiejskim powietrzem. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.
Warto było – pomyślałam, warto było pogubić się i dotrzeć tu tak późno, bo gdyby nie to, nie widziałabym takiego świtu, nie czułabym rosy pod stopami, nie oglądałabym harcujących wiewiórek. Koszmar poprzedniego dnia prysnął w jednej chwili jak bańka mydlana. Wiedziałam już, że mam teraz mnóstwo czasu na to by spokojnie wrócić do domu. Postanowiłam zaznaczyć sobie w notesie dokładnie każdy punkt, każde drzewo, wszystkie znaki mijane po drodze, żeby następnym razem już nie pobłądzić.
Uspokojona, że teraz sobie już poradzę, zrobiłam pyszne śniadanie i rozkoszowałam się urokami natury. Postanowiłam, że po co mam teraz wracać do domu, skoro tu jest tak pięknie. Zaraz po śniadaniu wyszłam rozpoznać teren i zrobić zakupy. Trafiłam w miejsce gdzie staje bus i już wiedziałam jak dotrzeć do domu.
Moja malownicza działka dała mi poczucie bezpieczeństwa i była pierwszym stopniem do tego, by w końcu pozbyć się uciążliwej przypadłości.
Zostałam tam jeszcze dwa dni, a były to wspaniałe dni. Bez problemu wróciłam do domu i byłam bardzo z siebie dumna, że dałam radę sama, bez pomocy męża.
Dziś już nie mam koszmarów nocnych, że gdzieś się gubię i zapada noc, a ja nie wiem jak trafić do domu. Czyli potrzebny był wyjazd męża, potrzebna była ta działka na którą trafiłam z takim trudem, by uwierzyć w siebie, że sama też dam radę.

Zobacz też :
pobrane
Prześlij komentarz