środa, 23 kwietnia 2014

Spełnione marzenia (odcinek 22)


Skoro święta już za nami, zapraszam ponownie do mojego dworku.

- Myślisz o tym samym co ja? Zapytałam zamykając na skobel drzwi od piwnicy.
- Oczywiście! Biegnij po gin.
- Ale czy to nie za wcześnie? Jest dopiero 12 godzina – powiedziałam.
- Czy to ma jakieś znaczenie, jaka godzina? Siostra zastanów się. Kolejne odkrycie w twoim dworku, więc nie możemy tam zajrzeć zanim, nie wypijemy za nasze szlachcianki – stwierdziła Lucyna, poganiając mnie gestem ręki, bym nie marudziła.
- No dobrze, już idę. Tylko jak tak dalej pójdzie, to wpadniemy w nałóg, hehe. Mam tylko cichą nadzieję, że to już ostatnia niespodzianka. Dlatego - jak to mówi mój sąsiad – piwo z rana jak śmietana, a ja powiem – dwunasta wybije, za szlachcianki gin wypiję! Hej!
Gdy wróciłam do zagajnika, ze szklaneczkami ginu z tonikiem i kostkami lodu, Lucyna siedziała przy stole i wycierała chusteczką, pokryty kurzem i pajęczyną tajemniczy pamiętnik.
- To za Antoninę i Konstancję – powiedziałam do siostry, podnosząc pokrytą szronem, szklaneczkę z gorzkim trunkiem.
- No... Teraz tam zajrzyjmy. Lucyna odstawiła gin i otworzyła pamiętnik na pierwszej stronie.
Pięknym wykaligrafowanym pismem, wyblakłym w niektórych miejscach,  ktoś napisał te słowa.

* Choćbym miała poświęcić całe swoje życie, muszę go odnaleźć*

- Myślę siostra, że przeniesiemy się do salonu. Tu jest za głośno.
- Też tak myślę – stwierdziła Lucyna i podążyła za mną do domu.
Ulokowałyśmy się wygodnie na sofie.
- Mogę czytać na głos? Zapytała Lucyna.
- Tak będzie lepiej, bo ja jestem za bardzo zdenerwowana – powiedziałam.
Jedno było już pewne. Pamiętnik należał do Konstancji. Dlaczego go ukryła w ścianie? Przed kim chowała swoje zapiski? Te pytania nie dawały nam spokoju.
Żeby się tego dowiedzieć, musiałyśmy poznać jego zawartość.
- Lucyna, czy mamy prawo to czytać? Zapytałam, kiedy siostra otworzyła pamiętnik na pierwszej stronie. Skoro Córka Antoniny go ukryła, to miała jakiś powód. Czy mam rację?
-  Nie masz racji. Ona go schowała wtedy przed kimś z otoczenia. Widocznie nie chciała, by ktoś poznał jego treść. Teraz jest w naszych rękach i myślę, że powinnyśmy się dowiedzieć dlaczego tak postąpiła.
- Skoro tak sądzisz, to poznajmy tą tajemnicę – powiedziałam.
Data pierwszego wpisu sugerowała nam, że Konstancja miała jakieś szesnaście lat, kiedy umieściła w pamiętniku pierwszy wpis.
Żal mi matki i wstydzę się swojego zachowania, ale mam prawo wiedzieć coś o moim ojcu. Kiedy byłam małą dziewczynką, unikała tego temat. Teraz nadszedł czas, bym poznała całą prawdę. Dzisiejsza rozmowa z matką nie przyniosła rezultatów, ale mam nadzieję, że w końcu powie mi całą prawdę.
- Poczekaj Siostra, telefon w torebce mi dzwoni! Krzyknęłam do Lucyny i pobiegłam w stronę kuchni.
- Tak – słucham – powiedziałam.
- Cześć Wandula, mówi Aśka
- Asia? Czy coś się stało, że dzwonisz tak wcześnie? Zapytałam z obawą w głosie..
- Hehe, co się miało stać! Dzwonię tylko po to, by ci podziękować za wspaniały dzień, który chyba zmienił całkowicie moje życie. Hi, hi, przyjaciółko!! Jestem zakochana.
- Nie musiałaś dzwonić, hehe – powiedziałam. My z Lucyną od razu się domyśliłyśmy.
- No coś ty? Jakim cudem?
- Wszystko można było wyczytać w twoich oczach Asiula.
- Kurcze, przed wami to nic się nie ukryje – powiedziała. Czy myślisz, że Antonina się do tego przyczyniła? Zapytała ściszonym głosem.
- A czułaś fiołki? Jeśli tak, to nie mam więcej pytań.
- Wiesz, nie mogę w to uwierzyć. Zastanawiam się czy to sen, czy jawa?
- To obudź się kochana i zobacz czy Jakub jest, czy to tylko twoja wyobraźnia.
- Nie muszę się budzić, on jest! Nie tylko na jawie ale w moim sercu – powiedziała Asia, łamiącym się głosem.
- No!! Chyba nie beczysz! Zawołałam do słuchawki.
- Nie, tylko jestem trochę wzruszona. Zobacz. Kiedy zawalił mi się cały świat na głowę, w odpowiednim momencie pojawił się Kuba, czy to nie cud? Zapytała.
- Ja bym nie nazwała tego cudem, to miłość Asiu, miłość na którą czekałaś całe życie. Jestem taka szczęśliwa, że tu w moim dworku narodziło się to piękne uczucie.
- Tak, to prawda – powiedziała przyjaciółka. Jestem ci taka wdzięczna.
- Przypominam, że to nie moja zasługa, tylko Antoniny i niech tak zostanie. Ok.?
- Ok. Masz rację. A co teraz robicie z siostrą! Zapytała zmieniając temat.
- A... Kochana, szkoda, że cię nie ma z nami.
Opowiedziałam Asi o naszym znalezisku.
- O rany!! Znalazłyście pamiętnik Konstancji? Super. Muszę zaraz powiadomić o tym Jakuba.
- Koniecznie, bo to będzie dla niego ważna informacja – stwierdziłam.
- I co tam wyczytałyście? Zapytała.
- Jeszcze nic, bo dopiero co go odnalazłyśmy. Musisz tu do nas dołączyć. Za tydzień robię spotkanie. Będziemy z Lucyną i Grażyną i mam nadzieję, że do nas dołączysz?
- Oj! Za tydzień nie mogę, Jestem zaproszona na obiad do córki Jakuba, szkoda.
- No.... to już mi cię zabrał, hehe. Nie martw się, jeszcze nadarzy się okazja i znajdziesz czas dla naszej paczki, w swoim napiętym grafiku.
- Złośliwa zołza! Krzyknęła przyjaciółka. Ale i tak bardzo cię
 kocham czarodziejko – dodała.
- Ok. wracam do Lucyny. Trzymaj się Asiula i pozdrów od nas Jakuba.
- Pozdrowię. Do usłyszenia niebawem – powiedziała Asia.
- Wyobraź sobie – zwróciłam się do siostry. Nasza Asia zakochana, po uszy! Kodujesz?
- Żadna to nowina, od razu widziałam, że zaiskrzyło między nimi. Cieszę się z ich szczęścia – stwierdziła Lucyna.
- Ja tak sobie myślę siora, że powinnyśmy dawkować napięcie. Robimy przerwę na spacer. Co ty na to?
- Teraz? Kiedy możemy się czegoś dowiedzieć? Daj spokój.
- Właśnie teraz – powiedziałam. Trzeba korzystać z ładnej pogody, bo nie wiadomo jak długo się utrzyma. Proponuję wycieczkę rowerową po okolicy. Jesteś za?
- Dobrze, przekonałaś mnie – powiedziała siostra zamykając pamiętnik. Zostawmy to na wieczór. Zrobimy sobie nastrój, zapalimy świece i w takiej atmosferze, poczytamy zapiski Konstancji.
W kuchni przygotowałam wszystko na piknik. Spakowałam koc, emulsję do opalania i kosz z jedzeniem. Tylko mój rower miał z tyłu bagażnik, więc ja musiałam wieźć kosz. Lucyna zabrała koc i ruszyłyśmy w drogę.
Bary stał już w progu werandy, trzymając swoją smycz w pysku.
- Dziś biegniesz wolny – powiedziałam do psiaka, chowając obrożę do plecaka.
- To, co? Teraz w tamtą stronę? Zapytałam Lucynę, wskazując ręką majaczący się w oddali las.
- Może być – odpowiedziała siostra naciskając na pedał roweru.
Droga do celu zajęła nam jakieś pół godziny. Zatrzymałyśmy się na malowniczej polanie, tuż obok rozłożystej sosny.
Na mięciutkiej trawie rozłożyłam koc, a koszyk z piknikowymi smakołykami, postawiłam tuż pod sosną.
- Jak tu cicho – powiedziałam układając się wygodnie na kocu. Proponuję chwile milczenia. Posłuchajmy odgłosów lasu – dodałam zamykając oczy.
- Lucyna wyciągnęła z plecaka książkę, bo tylko tak naprawdę, potrafiła odpoczywać i  bez słowa pogrążyła się w lekturze.
Bary był w swoim żywiole. Biegał, kopał dołki i znikał w lesie, by za chwilę się pojawić, sprawdzając czy mu nie uciekłyśmy.
Ukojona zbawienną ciszą, po chwili usnęłam.
- Głodna jestem – usłyszałam głos siostry tuż nad sobą.
- A która godzina? Zapytałam przecierając oczy.
- Czternasta – powiedziała siostra.
- Ale ten czas leci, tak długo spałam? Niewiarygodne – stwierdziłam, przysuwając kosz z jedzeniem.
- Hi, hi, piknik jak z dziecięcych lat. Musowo jaja na twardo, ogórki kiszone i bułki z żółtym serem. Jeśli jeszcze do picia masz kompot z rabarbaru, to pęknę ze śmiechu – powiedziała Lucyna.
- To pękniesz, bo właśnie taki mamy kompot. Jak piknik to piknik, w pełnym tego słowa znaczeniu, hehe.
- Chyba coś się chmurzy – zagadnęła Lucyna patrząc w niebo. Wygląda na to, że będzie padać. Jeśli chcemy by nas nie zmoczyło, to czas na powrót – stwierdziła.
- E... może przejdzie? Szkoda już wracać – dodałam.
Jednak mimo moich nadziei, czarna chmura zakryła całkowicie słońce, więc nie pozostało nam nic innego, tylko wracać do domu. W połowie drogi złapał nas deszcz i zmoczył do suchej nitki.
Po przebraniu się w suche ciuchy, usiadłyśmy w salonie.
- O matko!! Zawołała Lucyna z przerażeniem w głosie. Zobacz.... szepnęła, podsuwając mi pamiętnik prosto pod nos.
Oblał mnie zimny pot, kiedy to zobaczyłam. Część zapisków wyblakła, tak, że nie można było ich prawie odczytać. Atrament zupełnie wypłowiał.
- Co jest, do jasnej cholery! Zawołałam. Zamknęłaś go, jak wychodziłyśmy? Zapytałam siostrę.
- No pewnie, że tak. Przecież widziałaś sama.
- To co się stało? Nie leżał na słońcu, a litery wyblakły. To dziwne – stwierdziłam przerażona, wertując kolejne kartki. Na szczęście nie wszystko znikło, ale część tekstu, była niestety nie do odczytania.
- Może to jakiś specjalny atrament? Zapytała Lucyna.
- Daj spokój, to nie możliwe. W tych czasach chyba nie znano tej metody, chyba... – dodałam niepewnie.
Nie miałyśmy pojęcia, co mogło się stać, ale na szczęście, proces zanikania tekstu, jakby się zatrzymał. Być może na kartki z pamiętnika, zadziałały promienie słońca wpadające przez okno salonu.
- Teraz mamy już jasność – zwróciłam się do zatroskanej siostry. Musimy uważać na światło i tyle – stwierdziłam, zamykając delikatnie pamiętnik Konstancji. Zostawmy to do wieczora, ok.?
- Ok. To w takim razie idę na górę trochę poczytać – powiedziała Lucyna.
Ja postanowiłam w tym czasie, zająć się obiadem. W trakcie przygotowywania posiłku, myślałam z trwogą, co by się stało? Gdyby wszystko co napisała Konstancja, zanikło. Miałam tylko nadzieję, że tak się nie stanie.

Prześlij komentarz