poniedziałek, 14 kwietnia 2014

spełnione marzenia (odcinek 20)




I stało się.... Miłość zakwitła w moim dworku.Zapraszam dziś, na ostatni odcinek przed świętami.



Słońce stało się wyjątkowo parzące, więc zrezygnowałam z opalania i wróciłam do pokoju.
- Gdzie Aśka? Zapytała Lucyna, przeciągając się leniwie.
- Na romantycznym spotkaniu z Jakubem. Zaprosił ją na spacer do lasu – odpowiedziałam.
- Popatrz Wanda - jak życie samo pisze swój scenariusz – stwierdziła siostra składając równo w kosteczkę welurowy koc.
 Trzeba przyznać, że Lucyna to straszna porządnicka. W jej mieszkaniu jest jak w pudełeczku. Wszystko ma swoje miejsce. Obrazy na ścianie wiszą równiutko jak od linijki. W kuchni, czyli w jej sanktuarium, można  nabawić się kompleksów.  Na drewnianych półkach zawieszonych tuż przy oknie, stoją kolorowe pojemniki z ziołami, wszystkie opatrzone naklejkami. Wianki czosnku i kłosy zasuszonych zbóż, ozdabiają główną ścianę nad stołem. Na lnianym obrusie, z motywem czerwonych maków, stoi zawsze zabytkowa maselniczka z wodą a w niej wiejskie masło, które kupuje u swojej zaprzyjaźnionej gospodyni na targu. To trzymanie masła w wodzie zostało nam z dzieciństwa. Nasza mama zawsze tak robiła. Wodę zmieniało się codziennie, więc masełko było zawsze miękkie i świeże. Trudno nie wspomnieć tu o ozdobach kuchennych. Stare moździerze, piaskowe klepsydry do odmierzania czasu, kamionkowe garnki do kiszenia ogórków i miseczki na smalec topiony, to wszystko jest największym skarbem mojej siostry.
- To dobrze, że się poznali – powiedziałam. Ale od teraz musimy być bardzo dyskretne, by nie spłoszyć tego uczucia. Koniec żartów i dogryzania. Od tej chwili udajemy, że nic się nie dzieje – dodałam.
- Ok. Siostra przyłożyła palec do ust. Masz rację, musimy się powstrzymać od naszych głupich komentarzy. O rany!! Już siedemnasta, a ja jeszcze w rozsypce – zawołała zrywając się z sofy. Zaraz ognisko, a wyglądam jak czupiradło. Wchodzisz pierwsza do łazienki? Zapytała.
- Tak pójdę pierwsza, bo ty kobieta cudnej urody, nie musisz tam długo siedzieć.
- Święta prawda, hi, hi. Ale cóż mam na to poradzić, że się taka już urodziłam – powiedziała Lucyna, wydymając komicznie usta.
Odświeżone i gotowe do kolejnego etapu tego wyjątkowo udanego dnia, ruszyłyśmy na ognisko. Na miejscu już był Zbyszek, Jakub i Asia.
Kamienny krąg wypełniony był drewnem do palenia. Na marmurowym stole stole, w wiklinowych koszach wyłożonych nakrochmalonymi białymi serwetami, pachniały świeżutkie wiejskie smakołyki.
Kaszanka, szaszłyki, karkówka w ziołach, a do tego aromatyczny grzaniec. Och.... aż ślinka ciekła i wyglądało na to, że nie tylko mnie. Na świeżym powietrzu, po wysiłku fizycznym wszyscy poczuliśmy głód.
- Asiu, może pójdziesz po coś cieplejszego? – Powiedział z troską w głosie Jakub. Przy ogniu będzie ciepło, ale wieczór może być chłodny.
- Masz rację, idę po sweter – odpowiedziała i ruszyła w stronę ośrodka, odprowadzana moim i Lucyny spojrzeniem.
- Słyszałaś? Siostra szepnęła mi do ucha. Powiedział Asiu, czyli....
- Ciii..... zapomniałaś co sobie obiecałyśmy – syknęłam przez zaciśnięte zęby.
Lucyna kiwnęła głową i zrobiła gest palcem na ustach, jakby je zamykała na błyskawiczny zamek.
- Stęskniłem się za tobą żono – powiedział Zbyszek obejmując mnie swoim ramieniem. Zadowolona?
- Bardzo, a ty?
- Ja też, czuje się jak młody Bóg – powiedział prezentując swoją sylwetkę. Ale gdzie gospodarze? Bo kurcze głodny jestem jak wilk.
- Przestań! Nie ma jeszcze osiemnastej, zachowuj się przyzwoicie – zażartowałam, widząc jak pożera wzrokiem, wszystko co było na stole.
W końcu nadeszli właściciele. Magda niosła kamionkowe kubki na grzańca, a Robert w tym czasie zaświecił ogrodowe lampy, umieszczone w spacerowych alejkach.
- Gotowi do biesiady! Zawołał klaszcząc w dłonie. Jeśli tak.... to zaczynamy. Panowie!! Potrzebna mi wasza pomoc!
Ucztowaliśmy do późnego wieczora. Grzane wino było tylko dla kobiet i Roberta, Zbyszek i Jakub musieli zrezygnować z tego trunku, bo ktoś musiał nas odwieźć do domu.
-Wandziu, mogę cie prosić na chwilkę na bok? Zapytała Asia.
- Tak, słucham – powiedziałam gdy odeszłyśmy na bezpieczną odległość.
- Jakub musi dziś wracać do domu, więc zaproponował mi, że jeśli chcę to mogę się z nim zabrać – powiedziała.
- Szkoda, że nie zostaniesz do jutra. Zaplanowałam z Lucyną na jutro wycieczkę po okolicy. Ale jeśli chcesz wracać, to trudno.
- Mam po prostu okazję i tyle – powiedziała trochę niepewnie.
- Asiu, wracaj i nic już więcej nie mów – powiedziałam całując ja w policzek.
Kiedy dogasła ostatnia, tląca się jeszcze szczapa, pożegnaliśmy gospodarzy i dziękując za wszystko wróciliśmy do domu. Joasia spakowała swoje rzeczy i wyjechała z Jakubem. Na odchodne, wnuk Marcela podszedł do mnie i powiedział.
- Pani Wando, to miejsce jest magiczne. Wierzę, że ta magia przejdzie na kolejne pokolenia. Dziękuję za wszystko – dodał całując mnie w dłoń.
Po pożegnaniu z Lucyną i Zbyszkiem, Jakub z Asią odjechali.
- A co oni? Nie zadowoleni, że tak szybko się zmyli? Zapytał mąż siadając na sofie w salonie.
- Oj chłopie....zapomniałeś co to motylki w brzuchu? Ściskanie w gardle? I przyspieszone bicie serca?
- Nie rozumiem?
- Cały szwagier – wtrąciła Lucyna. To miłość, człowieku, miłość zrodziła się tu, w waszym dworku, kumasz już.
- Myślicie, że oni razem....
- A co? oczy ci zaszły mgłą, hehe.
- No tak, teraz już wszystko rozumiem. Ale tak szybko?
- To mężu nazywa się miłość od pierwszego wejrzenia – wyjaśniłam, trącając niepostrzeżenie siostrę w łydkę, by znów czegoś nie palnęła.
Po dniu pełnym wrażeń, padaliśmy po prostu z nóg. Uzgodniłam z mężem, że w tę noc będę spała na górze z Lucyną, bo chciałyśmy jeszcze poplotkować. Z chęcią przystał na moją propozycję i zanim pogasiłam światła na dole, mój luby już smacznie chrapał.
Siora posuń się – powiedziałam odsuwając kołdrę. Dobrze, że zagrzałaś miejsce.
- A co? nie można tu napalić?
- Hi, hi, ten piec to atrapa, nie ma tam drwa na opał. Ale jak chcesz to włączę na chwilę ogrzewanie, a potem na noc je wyłączymy.
- Pewnie, że trzeba tu zagrzać, bo zimno jak cholera – powiedziała siostra, przykrywając się p sam nos.
Kiedy wróciłam do łóżka, Lucyna zapytała.
- To co? Jutro akcja z piwniczką? Temat Aśki zakończony. Niech im się darzy.
- Zrobimy rozeznanie, ale bez Zbyszka. Jutro jedzie do Krakowa w jakiś ważnych sprawach i może nawet nie wróci na noc.
- To super powiedziała Lucyna, ziewając przy tym głośno. A ty będziesz spała tu ze mną? Bo jakoś nie bardzo mi to się podoba.

- Tak, będę tu spała z tobą siostrzyczko, bo tu jest nagrzane. U mnie w pokoju zimnica, więc musisz się z tym pogodzić. Dobrej nocy, do jutra – powiedziałam odwracając się na bok. Ale Lucyna już tego nie usłyszała. Spała jak suseł.
Prześlij komentarz