niedziela, 13 kwietnia 2014

spełnione marzenia (odcinek 19)


Lekarz zabronił mi okładów z borowiny, ze względu na moje problemy z sercem. Ale zalecił masaż, kąpiel perełkową, magnetoterapię oraz światłolecznictwo. W wannie, która była w kształcie muszli, czułam się jak Kleopatra. Na czas zabiegów rozstałam się z Asią i Lucyną. W końcu mogłam się oddać leniuchowaniu i zbawiennemu relaksowi. Zabiegi miałam rozplanowane do godziny dwunastej, potem w planie był obiad, a wieczorem ognisko. Kiedy zaliczyłam już wszystko, udałam się na odpoczynek do oranżerii. To wspaniałe miejsce, w którym można było się zrelaksować. Przy cichej nastrojowej muzyce, wśród egzotycznych kwiatów, zamknęłam oczy i przeniosłam się czasie.  Wyobraziłam sobie matkę z córką rozmawiające w salonie.
- Czy jesteś szczęśliwa Konstancjo? Zapytała Antonina.
- Tak..... jestem bardzo szczęśliwa matko. Życie mnie nie rozpieszczało, doznałam w nim wiele rozczarowań i przykrości, ale to wszystko zostało mi wynagrodzone – odpowiedziała Konstancja. Krzesław nie widzi we mnie kaleki, on kocha moje wnętrze, on kocha mnie całą. Czy to nie jest cudowna, mamo? Chce się ze mną ożenić, pragnie mieć ze mną dzieci. W tym domu nareszcie zapanuje radość, będzie słychać śmiech naszych córek i synów. Bo wiesz mamo.... Konstancja na chwilę się zamyśliła. Bo mam zamiar mieć dużą rodzinę. A co ty o tym sądzisz? Zapytała.
- Twoje szczęście moja córko, jest moim szczęściem i pragnę tego samego co ty. Musimy zmienić bieg wydarzeń, musimy odbudować to, co bezpowrotnie straciłyśmy – powiedziała Antonina i głaszcząc córkę po dłoni. Wyprawimy piękny ślub i nie ważne kto z rodziny się na nim zjawi, bo najważniejsze, by nasi oddani przyjaciele byli w tym dniu z tobą Konstancjo
- Dziękuję mamo za te słowa. Wybacz, muszę udać się na spoczynek, bo taka dziwna słabość mnie dziś ogarnia – powiedziała Konstancja i ujmując w ręce fałdy sukni, wyszła z salonu, odprowadzana smutnym wzrokiem swojej matki.
Antonina wytarła załzawione oczy i szepnęła cicho do siebie.
- Boże, spraw by moja córka odzyskała zdrowie, już dość mnie doświadczyłeś w życiu, już odkupiłam swoje winy. Obdarz łaską tą dziewczynę, pozwól jej cieszyć się życiem, nie zabieraj jej do siebie, zabierz mnie.
Rozmyślania kobiety, przerwało ciche pukanie do drzwi.
- Proszę wejść – powiedziała, chowając do rękawa sukni, wilgotną od łez chusteczkę.
W progu salonu stanął Klemens.
- Panicz Krzesłam przybył do panienki, czy mam ją zawiadomić? Zapytał kłaniając się w pas.
- Tak, Konstancja jest w swoim pokoju. Idź Klemensie do niej i powiedz by zeszła na dół.
To musiało być bardzo bolesne dla matki, która zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo chora była jej córka. Wiedziała, że choroba postępuje w zastraszającym tempie i jej kochane dziecko, niknie w oczach każdego dnia. Mimo tego, jak każda kochająca matka, mocno wierzyła w to, że stanie się cud i wszystko dobrze się ułoży.
- Śpisz? Usłyszałam za sobą głos Lucyny.
- Nie, odpoczywam – odpowiedziałam, poprawiając się na fotelu.
- O rany!! Mam dość! Zawołała moja siostra, opadając bezwładnie na sofę. Miałam odpocząć, a jestem taka zmęczona, jakbym pracowała w polu. Wszystko mnie boli, a ciebie? Zapytała zamykając oczy.
- Ja się czuję świetnie i nic mi nie jest. Może za bardzo się przeforsowałaś?
- Chyba tak. Zafundowałam sobie jeszcze siłownię.  A dokładnie bieżnię, na której musiałam solidnie ruszać nóżkami, bo stał obok mnie Robert i chwalił, że niezłą mam kondycję – odpowiedziała, masując sobie łydki.
- I co masz? Uśmiechnęłam się pod nosem. Bo jak jeździsz na rowerze, to potem przez parę dni cierpisz.
- I teraz też będę cierpieć, trudno. Ale fason trzymałam do końca, hehehe.
-To już widzę, że wielkiej pomocy w domu nie mam co oczekiwać od ciebie siostrzyczko.
- Pomocy? Kobieto! Ja tu jestem gościem. To gości zatrudniasz do pracy? No kochaniutka, a gdzież twoje szlacheckie maniery?
- No dobrze, tym razem ci odpuszczę – zwróciłam się do siostry żartobliwym tonem. Może przynajmniej Asia się nade mną zlituje.

Hehe, na Asię nie licz. Czy nie kumasz co się dzieje? Jak wracałam z zabiegów, widziałam ją z Jakubem na ławce.
- No tak, to już mam jasność. Ale po co dałam służbie wychodne, hi, hi.  Cóż, jeszcze chwilka w milczeniu i czas na obiad – zwróciłam się do Lucyny i ponownie zamknęłam oczy.
Po obiedzie, panowie udali się do baru na piwo, a my postanowiłyśmy przeznaczyć ten czas, na poobiednią drzemkę. Lucyna zmęczona zabiegami zasnęła od razu, a my z Asią, wyszłyśmy na balkon i ułożone na leżakach, postanowiłyśmy skorzystać ze słońca.
- Co sądzisz o Jakubie? – Zagadnęłam przyjaciółkę.
- Jest bardzo sympatycznym, ciepłym mężczyzną. Kocha przyrodę i podróże. Z takim człowiekiem nie można się nudzić – powiedziała Asia,
rozczesując swoje długie, wilgotne jeszcze włosy.
- To znaczy.... nie żałujesz, że cię namówiłam na dzisiejsze spotkanie? Zapytałam.
- Wandula, to jest najcudowniejszy dzień jaki trafił mi się w ostatnim czasie. Dziękuję ci, że jesteś przy mnie.
Po tych słowach, przyjaciółka podeszła do mnie i przytuliła się jak dziecko.
- E.... coś mi się zdaje, że wyjątkowo przypadł ci do gustu wnuk Marcela. Chyba nie tylko o mnie tu chodzi? Mam rację Asiu?
- No, przestań! Przecież znamy się dopiero parę godzin. Faktem jest, że dawno nie spotkałam takiego dżentelmena.
- A czy ja coś sugeruję? Zapytałam udając urażoną. Tylko pytam. A ty tłumaczysz się tak, jakbyś popełniła jakieś przestępstwo. Chyba jesteś dorosła? I to twoja sprawa, co robisz, z kim się zadajesz i co z tego wyniknie. Ale... hi, hi, na moją wrodzoną intuicję, przewiduję tu dalszą znajomość.
- Kurcze, nic się przed tobą nie ukryje – powiedziała Asia i wystawiła twarz do słońca. Pójdę po okulary przeciwsłoneczne – dodała wstając z leżaka.
- Pani Joanno! – Słychać było wołanie z dołu. Przyjaciółka zatrzymała się w drzwiach balkonu i podeszła do balustrady.
- Słucham panie Jakubie.
- Ma pani ochotę na spacer do lasu? Zapytał.
- Bardzo chętnie, zaraz do pana schodzę.
- Czekam przed wejściem – odpowiedział.
Podniosłam się z leżaka i spojrzałam na koleżankę. Nie musiałam o nic pytać. Jej uśmiech na twarzy zdradził wszystko. Asia się zakochała od pierwszego wejrzenia. Jeśli ten Jakub okaże się draniem i skrzywdzi ją, będzie miał ze mną do czynienia. Ale jak na razie jest ok. Balkon, Julia i jej Romeo.
Ułożyłam się ponownie na leżaku i zamknęłam oczy.
- Wanda!! Ona tu jest!!
- Kto? Lucyna? – powiedziałam zasłaniając oczy od palącego słońca.
- Jaka Lucyna? Antonina!! Cały pokój pachnie fiołkami!!
- No i co tak wrzeszczysz! Dziwisz się? Nasza hrabianka daje ci znak, że jest przy tobie. No, to teraz już jestem spokojna o ciebie. Zmykaj, bo chciałam się trochę poopalać, zanim wstanie Lucka.
- Ale... ale... nie dziwi ci to? – Zapytała, upinając klamrą włosy.
- Mnie już nic nie dziwi. Nauczyłam się żyć z duchami i radzę ci, ty też się z tym pogódź.  
- Może masz rację – powiedziała. Mnie to się nawet podoba.

 
 
Prześlij komentarz