środa, 9 kwietnia 2014

Spełnione marzenia (odcinek 18)





Czy Antonina sprawi, że w moim dworku zrodzi się nowa miłość. Jeśli poczuję zapach fiołków, nie będę już miała wątpliwości, że cały czas hrabianka jest w pobliżu.

Nadeszła sobota. Lucyna wraz z Asią przyjechały pierwsze. Ubrane na sportowo i zaopatrzone w kostiumy kąpielowe, już nie mogły doczekać się wizyty u  Roberta.
- Jak myślisz Wanda, jakie atrakcje szykuje nam twój znajomy? Zapytała siostra.
- Sama nie wiem, ale ośrodek zarezerwowany jest dziś tylko dla nas. Myślę, że  będzie ciekawie. Podobno, ma tam masaż, kąpiele borowinowe, magnetoterapię, światłolecznictwo i piękną oranżerię, gdzie będzie można się zrelaksować przy muzyce.
- No... mnie to się przyda jak znalazł, na skołatane nerwy – stwierdziła Asia. A te twoje koleżanki też przyjadą? Zapytała.
- Niestety nie. Klaudia dostała zawiadomienie o turnusie w sanatorium, Raja musiała zając się wnukiem, a Alfreda ma grypę. Szkoda, że ich nie będzie, to wspaniałe kobiety. Ale trudno, widocznie tak musiało być – powiedziałam. Ciekawa jestem czy wnuk Marcela też przyjedzie, chciałabym, bo Zbyszek miałby towarzystwo.
- No właśnie – wtrąciła Lucyna. A zaprosiłaś go z żoną.
- On jest wdowcem od dziesięciu lat. Przyjedzie sam, bo córka gdzieś wyjechała.
- Aha, to przykre, nie wiedziałam – powiedziała Lucyna nieco speszona.
- Ja też nie wiedziałam, ale kiedy mu mówiłam, że może przybyć z osobą towarzyszącą, to wtedy mi o tym powiedział.
W oczekiwaniu na Jakuba, udałyśmy się do leszczynowego zagajnika.
Bary chyba wyczuł, że gdzieś się wybieramy, więc przyniósł w pysku swoją smycz.
- Nic z tego piesku – pogłaskałam go po karku. Psom wstęp wzbroniony, musisz zostać na gospodarstwie. Psisko patrzyło na mnie błagalnym wzrokiem, przekrzywiając przy tym śmiesznie głowę.
- To może ja go teraz wezmę na spacerek, póki nie przyjedzie twój znajomy – zaproponowała Asia.
- To dobry pomysł – stwierdziłam zapinając obroże Baremu. Idźcie sobie na łąkę i weź ze sobą komórkę. Jak przyjedzie to do ciebie zdzwonimy.
Kiedy Asia oddaliła się już na bezpieczną odległość, Lucyna zapytała.
- I jak z nią? Doszła do siebie?
- Myślę, że jeszcze nie do końca. Ona jest taka samotna, żal mi jej. Staram się jak mogę, ale tak naprawdę to niewiele mogę – powiedziałam.
- Czas leczy rany, to silna kobieta. Myślę, że jeszcze znajdzie w swoim życiu kogoś kogo  pokocha, to tylko kwestia czasu. Jest atrakcyjną kobietą, niezależną, jestem dobrej myśli – stwierdziła Lucyna.

Tak właściwie, to nie Asia zaprzątała teraz moje myśli. Cały czas patrzyłam w stronę piwniczki i nie wiedziałam, czy mam powiedzieć siostrze o moim odkryciu. Znając ją, nie przepuści takiej okazji by tam zajrzeć.
A znając mojego męża, po ostatnim wypadku nie zgodzi się na żadne kombinacje w piwnicy.
- A ty coś taka zamyślona? Zapytała Lucyna, trącając mnie łokciem.
- Bo....bo..... nie wiem jak ci mam to powiedzieć...
- A mówże kobieto, bo zaraz pęknę z ciekawości.
W skrócie opowiedziałam Lucynie, co zauważyłam na ścianie w piwniczce, patrząc ze strachem w stronę werandy, czy aby mój mąż się tam nie pojawi i usłyszy naszą rozmowę.
- Pęknięcie? I pusto w środku? Wanda! Zaraz musimy to sprawdzić. I ty dopiero teraz o tym mówisz! – zawołała wstając z ławy.
- Spokojnie – próbowałam ostudzić zapał siostry. Tego się właśnie obawiałam. Czy nie pamiętasz incydentu związanego z tym miejscem.
- Oczywiście, że pamiętam, jak twój mąż, niezguła cholerna skaleczył się w rękę. Cały Zbyszek.
- No przestań, mogło się to dla niego naprawdę źle skończyć. Nie dziw się więc, że nie będzie zachwycony jak mu o tym powiemy.
- Ale chyba sobie nie odpuścisz siostra? Zapytała Lucyna.
- Znasz mnie, nie odpuszczę ale cały czas myślę jak to załatwić – uspokoiłam siostrę.
- O! Na szczęście nadjeżdża Jakub. Dzwoń do Asi! Zawołałam i pobiegłam otworzyć bramę.
- Dzień dobry panie Jakubie.
- Witam pani Wando - Zawołał wychylając się przez okno samochodu. Nie wjeżdżam do środka, bo zaraz przecież wyruszamy.
- Oczywiście, że tak. Ale zapraszam najpierw na kawę – odpowiedziałam, podając dłoń na przywitanie.
Usiedliśmy z Jakubem, pod leszczynami a Lucyna w tym czasie zajęła się parzeniem kawy.
- Cieszę się, że skorzystał pan z naszej propozycji. Udała nam się pogoda, prawda?
- O, tak wyjątkowo dziś słonecznie – powiedział rozpinając bluzę od dresu.
Przyznam, że z przyjemnością patrzyłam na tego, już nie młodego przecież mężczyznę. Mimo swoich lat, trzymał się bardzo dobrze.
- A gdzie gospodarz? Zapytał rozglądając się wkoło.
- Zaraz do nas zejdzie – uspokoiłam swojego gościa. Szuka odpowiednich kąpielówek, bo mu się nieco przytyło, hi, hi.
- Strasznie się grzebałaś siora – zwróciłam się do Lucyny nadchodzącej z tacą. Szkoda każdej minuty.
- Nie panikuj – odparła. Mamy cały dzień przed sobą. Myślisz siostra, że łykniesz wszystkie proponowane zabiegi? Zapomnij, he he he.
- A dlaczego nie? Mam zamiar ze wszystkiego skorzystać.
- Nie wydolisz kochana, już po borowinie będziesz taka słaba, że zrezygnujesz z reszty.
- To borowinę wezmę na końcu, hehe – odgryzłam się. Dzwoniłaś do Aśki?
- Tak, już wraca.
Głośne szczekanie Barego, przerwało naszą rozmowę. Asia podeszła do nas i spojrzała na Jakuba.
- Czy to pan jest wnukiem Marcela? Zapytała.
- Zgadza się – odpowiedział i ucałował Asię w dłoń przedstawiając się z imienia i nazwiska.
Spojrzałyśmy z siostrą na siebie porozumiewawczo. Między tymi dwojga, jakby coś zaiskrzyło. Jakub nie odrywał wzroku od mojej przyjaciółki, a ona czerwieniła się jak młódka.
Lucyna szturchnęła mnie w bok, puszczając przy tym oko. Po chwili nachyliła się i szepnęła mi do ucha.
- Widzisz to co ja?
- Ciii – syknęłam przez zęby i skarciłam ją wzrokiem. Ale oni na szczęście tego nie zauważyli. Jakub zachwycał się okolicą i tak tym opowiadaniem zajął Asię, że zapomniała o kawie. Mało... widać było, że zapomniała o całym świecie, ku uciesze mojej i Lucyny.
- Asiu – kawa ci stygnie – zagadnęłam.
- No tak, faktycznie – stwierdziła, wypijając duszkiem już chłodną kawę.
- To co zbieramy się? Zapytałam. Gdzież ten mój małżonek?
- Już jestem! Zawołał Zbyszek. Ale musimy podjechać jeszcze do sklepu, bo chciałbym sobie kupić kąpielówki. To może pan panie Jakubie weźmie do samochodu Lucynę i Asię, a  my z Wandą do was dołączymy.
- Ja też mam coś do załatwienia w sklepie – odezwała się Lucyna. Wsiadaj Asia z panem i jedźcie już na miejsce.
Moja przyjaciółka z chęcią przyjęła propozycję i ruszyła za Jakubem w stronę samochodu. W pewnej chwili odwróciła się do nas i powiedziała.
- Tylko się pospieszcie, poczekamy na was przed wejściem.
Pierwszy raz od dłuższego czasu, widziałam uśmiech na jej twarzy.
Mimo, że od kilkunastu lat nie zmieniała swojej fryzury, czyli wysoko upiętego koka, zawsze wyglądała imponująco. Czarne, gęste włosy przeplecione gdzie nie gdzie pasmami siwizny, spięte klamrą w kształcie motyla, dodawały jej tajemniczego uroku. Mimo swoich lat, zachowała do dziś smukłą sylwetkę.
- Chyba sobie przypadli do gustu – powiedziała Lucyna, sadowiąc się na tylnym siedzeniu naszego samochodu. Nie ma się co dziwić, facet przystojny jak aktor filmowy, a jej też niczego nie brakuje.
- No, i ja to zauważyłam. On wolny, ona wolna, nic nie stoi im na przeszkodzie – odparłam.
- Hehe, dajmy spokój Wanda zaczynamy bawić się w swatki, a to już świadczy, że się starzejemy – dodała Lucyna. To co szwagier, zwróciła się do Zbyszka – twoje kąpielówki już nie modne?
Szturchnęłam ją w bok, widząc jak świetnie się bawi.
- Czasem trzeba zmienić majtki – odgryzł się mąż. Ale ja widzę, że masz ten sam strój kąpielowy, co go miałaś na sobie trzy lata temu, jak byliśmy na wycieczce – dodał z nieukrywaną satysfakcją.
- Przestańcie już. Zamiast nastawiać się pozytywnie do dzisiejszego dnia, wy sobie dogryzacie. Dosyć tego! Skarciłam ich oboje.
Zatrzymaliśmy się przed sklepem z odzieżą. Zbyszek wysiadł z samochodu i kazał nam chwilkę poczekać.
- To co z ta piwniczką? Zapytała Lucyna, kiedy mąż oddalił się w stronę sklepu.
- Nie bądź kąpana w gorącej wodzi. Mamy na to sporo czasu, przecież zostajesz do jutra, więc nie psujmy mu teraz humoru. Ok.?
- Ok. –odpowiedziała, kładąc palec na ustach.
Po kilkunastu minutach, Zbyszek wrócił do samochodu, trzymając w ręce nowe kąpielówki.
Nie tracąc więcej czasu ruszyliśmy w stronę ośrodka Roberta.
Na miejscu była już Asia z Jakubem. Spacerowali wzdłuż ogrodzenia i byli tak zajęci rozmową, że nie zauważyli, jak wysiadaliśmy z samochodu.
Muszę przyznać, że oaza spokoju pana Roberta, już na wstępie mnie zauroczyła. Ośrodek zbudowany był  na wzór, starego drewnianego dworu.
Wszystko otoczone, wysokimi cisami i mozaiką pięknych kwiatów, ułożonych w geometrycznych klombach. Małe kamienne ławeczki wśród pachnącego kwiecia, zachęcały do odpoczynku. W tyle ośrodka, rozpościerał się las i dziewicze łąki. Na progu dworku, czekał już na nas Robert ze swoją wybranką. Zostaliśmy przywitani staropolskim zwyczajem, czyli, chlebem i solą, po czym gospodarze zaprosili nas do środka.
Robert pokazał nam recepcję, jadalnię, bibliotekę i małe przytulne pokoiki. Obiekt był przygotowany na kilkanaście osób. W trakcie zwiedzania, dowiedzieliśmy się, że planuje w przyszłości rozbudować swój ośrodek.
Na piętrze znajdowały się stylowe łaźnie, gabinety masażu, oraz mała oranżeria z wygodnymi sofami i muzyką relaksacyjną.
- Pięknie tu – westchnęła Asia. Wszystko urządzone z takim gustem. Brawo panie Robercie! Myślę, że rezerwacja w tym ośrodku, będzie na rok naprzód.
- Dziękuję za uznanie Pani Joanno, jeszcze dużo brakuje do tego jak sobie to wyobrażałem, ale wszystko po kolei. No dobrze, koniec chwalenia się. Zapraszam do pokoi. W recepcji dostaniecie państwo klucze, a ja zajmę się przygotowaniem ogniska. Mamy tu także lekarza, który zleci odpowiednie zabiegi dla każdego z osobna. Miłego wypoczynku – powiedział Robert i kłaniając się nisko wyszedł na zewnątrz dworu.
- Spójrz siostra, urządził to wszystko w starym stylu, a pamiętasz jak pierwszy raz do mnie zawitał?  Jak on to wtedy powiedział na mój dworek? Kupa gruzu? Czy jakoś tak.
- No dobra, ale jesteś pamiętliwa. To było kiedyś, a teraz jest z niego całkiem fajny gość – powiedziała Lucyna otwierając pokój z numerem  trzynaście A dlaczego trzynaście? Bo to szczęśliwe cyfry mojej siostry.
Pokój był czteroosobowy, więc Asia dołączyła do nas.

W środku pokoju, stały cztery sofy z nocnymi stolikami przy każdej. W szafie wisiały frotowe szlafroki w kolorze błękitnego nieba i duże kąpielowe ręczniki, oraz czepki jednorazowe na głowę. Do tego gumowe klapki pod prysznic, nowiutkie, specjalnie przygotowane dla nas. Zbyszek z Jakubem zajęli dwójkę. Uzgodniliśmy, że zaraz po zabiegach, spotkamy się wszyscy w oranżerii.
Prześlij komentarz