czwartek, 27 marca 2014

Spełnione marzenia (odcinek 17)





Zatęskniłam za moim dworkiem Tam wszystko już pięknie kwitnie i mój ogród niebawem, będzie jak zaczarowany.


Postanowiłam na chwilkę tam zajrzeć.


Co jeszcze kryje stary dworek?
Jak zupełnie nieświadomie, zmienię życie pewnych osób z mojego otoczenia.


Zapraszam na odcinek 17.




Poszłam do mojej, niedawno odkrytej piwniczki po jarzyny. W środku było bardzo chłodno. Teraz już wiem, dlaczego ludzie dawniej nie musieli mieć lodówek. Taka piwniczka z powodzeniem zastępowała, nasze dzisiejsze chłodziarki. Nie trzeba było mieć do tego prądu, a produkty były przechowywane w naturalnej temperaturze. Wybrałam ze skrzynek wszystko, co mogło nadawać się do chłodnika i już miałam wracać do domu, kiedy moją uwagę przykuła szczelina która pojawiła się na jednej ze ścian piwnicy.

- Co jest do cholery? Nie było tu tego pęknięcia.... pomyślałam. Oj... nie wróży to nic dobrego. Już słyszę słowa mojego męża... A nie mówiłem, żeby nie ruszać tych drzwi. Przysunęłam latarkę bliżej, by dokładniej przyjrzeć się szczelinie i wsunęłam do środka cienki patyczek. Wszedł cały.
Musiałam odłożyć na później moje odkrycie, ponieważ usłyszałam na zewnątrz szczekanie Barego co oznaczało, że dziewczyny wróciły ze spaceru.
Wróciłam do domu bardzo podniecona moim odkryciem, ale postanowiłam, że zanim tego nie wyjaśnię, nikt się o tym nie dowie.

Przy obiedzie tematem numer jeden, była zbliżająca się ceremonia zaślubin moich synów.
- Czyli właściwie, to masz już wszystko zapięte na ostatni guzik – powiedziała Klaudia.
- Można tak powiedzieć, zostały mi jeszcze drobiazgi. Ale powiem wam szczerze, że mimo wszystko mam jednak obawy, jak zareagują na mój pomysł sąsiedzi – zwróciłam się do przyjaciółek. Czy nie pomyślą, że mi odbiło i zgrywam bogaczkę. Wiecie same jaka jest mentalność takich ludzi.
- Nie martw się Wandula, to już nie te czasy, kiedy ludzie linczowali tych co odstawali od ustalonych norm, hehehe – zaśmiała się Alfreda. Spokojne nie spalą cię na stosie.
- A ja myślę, że ta uroczystość będzie dla nich atrakcją. Wiesz jakie jest nudne życie na wsi. Dlatego nie martw się  na zapas, będzie super – wtrąciła Raja.
Nasza rozmowę przerwała niespodziewana wizyta Roberta Motyki.
- Dzień dobry pani Wando – zawołał wysiadając z samochodu.
- Witam panie Robercie, co pana do mnie sprowadza? Zapytałam otwierając bramę.
- Ja tu do pani z zaproszeniem – powiedział. Ale widzę, że przyszedłem nie w porę – dodał witając się jak przystało na prawdziwego dżentelmena z moimi przyjaciółkami.
- Nic podobnego panie Robercie, miło mi pana widzieć. A co to za zaproszenie? Zapytałam.
- Już wyjaśniam – powiedział. W przyszłą sobotę będzie otwarcie mojej oazy spokoju, na razie tylko dla przyjaciół i znajomych. Zapraszam serdecznie, również panie – tu spojrzał na dziewczyny.
- To świetna wiadomość – powiedziałam. To co dziewczynki? W przyszłym tygodniu czekają nas atrakcje.
- Ale co to za oaza spokoju? Zapytała Klaudia.
- Pani Wanda wszystko wyjaśni – odezwał się Robert. To dzięki niej moje życie nabrało barw, ale teraz już lecę, bo mam jeszcze kilka spraw do załatwienia – powiedział i oddalił się tak szybko jak się pojawił.
Musiałam opowiedzieć przyjaciółkom wszystko od początku. Kiedy dotarłam do momentu wskazania miejsca obecnej oazy spokoju, zrobiło mi się wstyd.
 - Jak widzicie miałam inne zamiary wobec tego sympatycznego chłopaka i jak o tym pomyślę, to mi teraz głupio. Ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło i czuję się rozgrzeszona.
- Nie musisz mieć wyrzutów sumienia – odezwała się Klaudia. Ja też bym tak zareagowała. Przecież na początku wyglądał jak człowiek z tak zwanego półświatka, miałaś prawo tak go wtedy ocenić.
- Masz rację Klaudusiu. Okazało się, że miejsce w którym wychowała się Antonina nie było przeklęte, jak sobie wtedy pomyślałam, kiedy pierwszy raz zawiozła mnie tam Grażynka. To co? Jesteśmy umówione na przyszły weekend? Zabierzcie stroje sportowe, kostiumy kąpielowe i nastawcie się na odnowę biologiczną .
- No wiadomo, że nie przepuścimy takiej okazji – powiedziała Raja przeciągając się leniwie. Ależ się tu u ciebie zrelaksowałam Wandziu, nie chce mi się wracać do tego gwaru i smogu. No cóż... wszystko dobre, co się dobrze kończy. Czas do domu.
Na zakończenie naszego spotkania, moje przyjaciółki jeszcze raz zwiedziły ogród i zrobiły sobie kilka zdjęć przy fontannie.
Kiedy odjechały, postanowiłam zadzwonić do Lucyny i Asi. Pomyślałam sobie, że skoro otwarcie jest dla znajomych, to one tez powinny z tego skorzystać.
- Może zaprosisz także pana Jakuba? Zapytała siostra kiedy do niej zadzwoniłam. Myślę, że jego obecność jest tam jak najbardziej wskazana – stwierdziła.
- Masz rację, powinien zobaczyć miejsce w którym wychowała się ukochana jego dziadka. Zaraz do niego zadzwonię.
Pan Jakub ucieszył się bardzo z mojej propozycji a ja nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak zupełnie przez przypadek, zmieniłam życie pewnych osób w moim otoczeniu.














Prześlij komentarz