wtorek, 4 lutego 2014

Spełnione marzenia (fragment 10)

















Z każdą chwilą dochodzi do mnie, że duch Antoniny, to nie moja wybujała fantazja.
Czy sprawię, by przyjaciółka odnalazła upragniony spokój.
Zaczynamy poszukiwania.


Wyszłam do ogrodu i usiadłam na mojej ulubionej ławeczce. Ptaki w tym dniu wyjątkowo pięknie śpiewały. Z przyjemnością patrzyłam na swój wypielęgnowany ogród. Marzyło mi się jeszcze oczko wodne, z małymi kolorowymi rybkami. Zbyszek obiecał się tym zająć jeszcze przed zimą. Już nawet wykarczował kawałek ziemi na końcu ogrodu. Ale teraz głowę miałam zaprzątniętą czymś innym. Układałam plan zorganizowania pobytu Asi w moim dworku.
Moje rozmyślania przerwała przyjaciółka, która pojawiła się na werandzie.
- Dusia - dlaczego mnie nie obudziłaś? Zapytała.
Dusia to skrót od Wandusia, jakiego używały moje koleżanki w pracy.
- Szkoda czasu na sen – powiedziała Asia siadając obok mnie. Nie wiem czy byłaś tak bardzo przekonująca w swoim opowiadaniu, czy mi się tylko wydawało, bo kiedy się obudziłam to czułam intensywny zapach fiołków. No... powiem ci, że przeszły mnie ciarki i nawet zajrzałam na parapet aby sprawdzić, czy nie ma tam tych kwiatów na parapecie.
- Mówisz serio? A może sobie ze mnie żartujesz? Zapytałam.
- Daleko mi do żartów, wyraźnie pachniało fiołkami.
- To znaczy.... to znaczy, że ona tu jest! Czyli nie muszę się już obawiać o swój stan psychiczny – powiedziałam z ulgą w głosie.
- Wygląda na to Dusia, że w tym dworku są duchy – powiedziała Asia. A co na to wszystko Zbyszek? Zapytała.
- Jak każdy mężczyzna. Słucha wszystkiego z przymrużeniem oka i czasami ironizuje – wyjaśniłam. Ale wcale się mu nie dziwię, bo sama musisz przyznać, że to co tu się dzieje, jest dziwne i niewytłumaczalne.
- A ja w to wierzę – odezwała się Asia. Kiedyś czytałam książkę o zjawiskach paranormalnych. Było tam kilka opowieści ludzi, którzy mieli styczność z duchami. Pamiętam jedną z nich. Pewna kobieta zgłosiła się do egzorcysty z prośbą o pomoc. Twierdziła, że w jej domu dzieją się dziwne rzeczy. Książki spadają z półek, światło samo gaśnie i wydaje jej się, jakby ktoś chodził po domu, a mieszkała sama.
- I co dalej? Zapytałam.
- Podobno wizyta egzorcysty pomogła.  Ustały wszystkie hałasy i kobieta odzyskała spokój.
- Czy sugerujesz, że ja też powinnam tu wezwać księdza?
- Niczego nie sugeruję, tylko dałam ci przykład na to, że jednak występują takie zjawiska i jak do tej pory, nikt nie potrafił znaleźć na to stosownego wytłumaczenia – powiedziała Asia.
- To mi teraz nabiłaś ćwieka do głowy. Bo ja cały czas myślałam, że to tylko moja wyobraźnia, ale teraz kiedy i ty czułaś ten zapach, a przecież Lucyna też sobie tego nie wymyśliła, wtedy na ognisku, to już sama nie wiem co mam o tym myśleć.
 - To w takim razie musimy coś zrobić, aby duch Antoniny wrócił tam gdzie jest jego miejsce. Widocznie za życia nie załatwiła jakiś spraw do końca i teraz szuka pomocy u ciebie. Tylko co takiego ją tu trzyma? Zapytała przyjaciółka.
- Ja myślę, że jedynym powodem który ją tu trzyma, jest   Marcel. Kiedy ojciec na łożu śmierci przekazał jej listy od niego, musiała bardzo rozpaczać. Może nawet chciała go odnaleźć, żeby wytłumaczyć się, dlaczego nie odpisywała. Pomożesz mi w rozwikłaniu tej zagadki?
- Oczywiście, że tak, nie mam nic innego do roboty. Z chęcią zajmę się tym. Tylko co mam robić?
- Musimy opracować plan. Grażyna i Lucyna, też wezmą w tym udział. Czyli działamy?
Naszą rozmowę przerwał Zbyszek, który wyszedł z domu.
- To co dziewczyny - zastawiam was same na gospodarstwie – powiedział wsiadając do samochodu. Wrócę tu za dwa dni. Czy potrzebujesz coś z mieszkania Wandziu? Zapytał.
- Sama nie wiem – odparłam. Muszę w najbliższym czasie zrobić listę najważniejszych rzeczy. Ale mamy jeszcze sporo czasu, bo zanim Piotrek się tam przeprowadzi to trochę minie.
- To trzymajcie się! Zawołał i odjechał z piskiem opon.
Zamknęłam bramę i wróciłam do Asi.
- Ta brawura kiedyś go zgubi. Mój mąż lubi szybką jazdę, ale nic sobie z tego nie robi, jak go ostrzegam, że kiedyś może się to źle skończyć.
 No, to mamy trochę spokoju i możemy bez problemów ustalić plan działania – zwróciłam się do przyjaciółki.
No dworze zmierzchało i zrobiło się chłodno. Uznałyśmy, że czas opuścić leszczynowy zagajnik.
Po kolacji, usadowiłyśmy się z Asią w salonie. Zbyszek przed wyjściem dołożył drewna do kominka, więc zrobiło się przytulnie i ciepło. Zapaliłam świece i wyjęłam z kufra listy.

Próbowałyśmy z przyjaciółką przeanalizować, każde napisane tam słowo. Miałyśmy nadzieję, że trafimy na jaki ślad, który nam pomoże w dalszych poszukiwaniach.


http://wandasewiol.blogspot.com/p/spenione-marzenia_1.html

Prześlij komentarz