środa, 25 maja 2016

Asia - Wanda Sewioł

Asia.

- Gdzie tak długo byłaś? – Zapytałam córkę, która wyszła do sklepu po ziemniaki. Ojciec zaraz wróci, i znów będzie się wściekał, że siedzę w domu, a obiad opóźniony.

- A..... Spotkałam Małgośkę, była z córką na spacerze. Wyobraź sobie, że ma poważny kłopot. Mała ma dwa lata i nie rozwija się normalnie.

- To znaczy?

- Coś jest nie tak w jej zachowaniu. Małgosia mówi, że Asia rzadko się uśmiecha, nie reaguje na swoje imię, a skończyła już dwa latka, jest nadpobudliwa, prawie nic nie mówi, tylko wydaje z siebie dziwne dźwięki i często wpada w gniew. Zapytałam ją, co na to pediatra, do którego chodzi z dzieckiem. Podobno lekarka mówi, że nie widzi nic niepokojącego w rozwoju Asi i twierdzi, że nie wszystkie dzieci jednakowo się rozwijają.

- To może powinna zmienić lekarza? Faktycznie z tego, co mówisz, zachowanie tej dziewczynki jest bardzo dziwne.

- No właśnie, też tak pomyślałam, ale nie chciałam jej martwić. Poza tym sama ją wychowuje, bo tatuś ich zostawił, jak tylko dziecko przyszło na świat.

- Pamiętam. To było chyba na drugim roku studiów, kiedy musiała wziąć dziekankę i zająć się dzieckiem. Jakbym złapała tego tchórza w swoje ręce, to marny jego los – powiedziałam.

- Mamo, mam nadzieję, że nie będziesz miała nic przeciwko temu, jak zaproszę ją dziś do nas? Mamy spotkanie klasowe i chciałybyśmy ustalić wszystko i zorganizować zaproszenia. Tylko czy zaopiekujesz się w tym czasie małą Joasią?

- Ależ oczywiście dziecko, mam czas i z chęcią dotrzymam jej towarzystwa.

- To super mamuś, zaraz do niej zadzwonię.

Małgosia zjawiła się u nas, późnym popołudniem. Asia była piękną dziewczynką, z burzą loków na małej główce, ale już na pierwszy rzut oka, zauważyłam to, o czym opowiadała mi córka.

Dziewczynka prawie mnie nie dostrzegała. Jak posadziłam ją na dywanie, siedziała tam zupełnie bez ruchu. 

Rozłożyłam drewniane klocki i zbudowałam z nich domek. Dziecko przyglądało się bacznie, a po chwili wyrównało szereg, tak, by było wszystko w równym szeregu. W torbie z zabawkami, które przyniosła Małgosia, wyszukałam jeszcze plastikowe drzewka i mała ławeczkę. Ustawiłam obok domku. Asia nie patrząc na mnie, w jednej chwili wszystko zburzyła i zaczęła płakać.

-, Co się dzieje córeczko? Małgosia natychmiast pojawiła się w pokoju.

- Nie wiem, co ją tak bardzo zdenerwowało? Wszystko było do tej pory ok, ale kiedy dostawiłam te drzewka i ławeczkę, wszystko rozburzyła.

- No właśnie, często tak robi – powiedziała Małgosia próbując przytulić do siebie płaczącą dziewczynkę, która z całej siły wyrywała się z rąk matki.

- Faktycznie, masz problem dziewczyno. A może trzeba iść z nią do psychologa dziecięcego? Zaproponowałam nieśmiało.

- Pytałam doktor Zaorską, no wie pani to ta lekarka, co mnie i Lucynę leczyła, ale ona nie widzi tu jakiś niepokojących odchyleń.

- Małgosiu – doktor Zaorska to wiekowy lekarz, być może nie widzi tu problemu, ale dla mnie ona się myli, być może nie mam racji, jednak proponuję zmienić lekarza na kogoś młodszego, kogoś, kto zna nowe metody leczenia.

- Tak Pani myśli? Chyba muszę poszukać kogoś innego.

 W takcie naszej rozmowy, Asia nagle przestała płakać i kiedy matka posadziła ją na dywanie, mała ustawiła domek na nowo, odrzucając drzewka, oraz ławkę i patrząc w jeden punkt na ścianie, zaczęła się kołysać, raz w jedną, raz w drugą stronę.

Powstrzymałam się od komentarza, aby nie wystraszyć zatroskanej matki. Dla mnie mała cierpiała na Autyzm, takie odniosłam wrażenie. Ale nie moja jest w tym rola, by stawiać diagnozę, od tego są specjaliści.

Kiedy koleżanka córki opuściła nasz dom, zasiadłam z Lucyną w pokoju i przedstawiłam moje spostrzeżenia na temat małej Joasi.

- Boże.... Mamo, to straszne, co mówisz. Autyzm? Makabra. Jeśli twoje spostrzeżenia się sprawdzą, to nie zazdroszczę Małgośce.

Minął miesiąc od wizyty Małgosi w naszym domu. Okazało się, że miałam rację. Dziewczyna dziękowała mi za moje rady. Dziecko w porę zostało poddane odpowiednie terapii i jest pod stałą kontrolą. Lucyna odwiedza często swoją koleżankę i przekazuje mi najnowsze wieści z leczenia małej Asi. Są już widoczne postępy. Jeden z psychologów dziecięcych poradził matce zakupić małej psa, koniecznie labradora. Efekty są rewelacyjne. Borys, bo tak ma na imię ten uroczy psiak, uczy małą Asię czułości, przekazuje jej wiele ciepła i miłości. Kiedy jest smutna, leży tuż obok niej i obserwuje każdy jej ruch, wyczuwa nastrój małej dziewczynki i reaguje w porę na jej zachowanie, a to kładzie głowę na jej kolanach, albo liże po rączkach, a jak jest smutna, przewraca się z boku na bok, żeby ją rozśmieszyć?  Kiedyś czytałam artykuł na temat labradorów, te psy są wyjątkowo cierpliwe i bardzo kochają dzieci. Mimo wszystko, ta choroba jest trudna do wyleczenia i żal mi Małgosi, bo stara się jak może, by pomóc dziecku. Niestety nie ma lekarstwa na Autyzm, pozostała jedynie terapia behawioralna autyzmu, która przeznaczona jest wyłącznie do rozwiązywania określonych objawów choroby, co może prowadzić do znacznej poprawy zdrowia dziecka. Idealny plan leczenia, obejmuje terapię i interwencję, która spełnia specyficzne potrzeby poszczególnych dzieci. Zastosowanie terapii behawioralnej, ma na celu przede wszystkim nauczenie dziecka samodzielnego funkcjonowania w życiu codziennym i możliwie łatwego przystosowania się do zmieniających się warunków otoczenia. Dobrze, jeśli zastosuję się taką terapię, zanim dziecko ukończy trzy lata i rozpoczyna się od nauki podstawowych umiejętności, czyli prawidłowej komunikacji wzrokowej, prawidłowego jedzenia, czy też wykonywania prostych poleceń słownych.

Teraz córeczka Małgosi jest w dobrych rękach i oczywiście w „ łapach” Ma swojego terapeutę, ale i jej matka nie siedzi z założonymi rękoma, tylko uczęszcza, na zajęcia, na których zdobywa wiedzę jak radzić sobie z dzieckiem autystycznym.

Na pocieszenie można dodać, że ojciec dziecka na wieść o jej chorobie, postanowił pomóc Małgosi w wychowaniu córki, a to przede wszystkim dzięki jego rodzicom, którzy od początku nie pochwalali zachowania swojego syna.  No cóż, lepiej późno niż wcale.

Prześlij komentarz