niedziela, 16 sierpnia 2015

Przez serce , do serca - Wanda Sewioł

Po roku poszukiwania pracy, wreszcie szczęście się do mnie uśmiechnęło. 
W zakładzie odzieżowym, gdzie pracowała moja koleżanka, zwolnił się etat sekretarki. Właśnie szykowałam się do rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy zadzwoniła Gośka.
- Jadzia?
- A któżby inny – odparłam zdziwiona.
- Wybierasz się dziś do prezesa?
- Tak, mam być na dziesiątą. Ale dlaczego pytasz? Przecież ci mówiłam.
- No... bo.... nie mam dla ciebie dobrych wieści. Prezes odwołał kilka dzisiejszych spotkań i nie jest w najlepszym nastroju. Podobno ta jego siostrzyczka kolejny raz wylądowała w szpitalu i szef siedział przy niej prawie całą noc.
Nogi się pode mną ugięły, bo do rozmowy została tylko godzina. Znając sytuację prezesa tej firmy wiedziałam, że nie jest to najlepszy okres na załatwianie pracy.
Z relacji Gosi dowiedziałam się, że jej szef ma poważne problemy z młodszą siostrą. Podobno przeszła zawód miłosny i z tego powodu próbowała odebrać sobie życie. Dziewczyna straciła chęć do życia, nie chciała się leczyć. Brat stawał na głowie, by jakoś jej pomóc. Załatwiał najlepszych specjalistów z psychiatrii i psychologii, ale nic nie pomagało. Dziewczyna zamknęła się w sobie i nie przyjmowała żadnej pomocy. Facet miał poważny problem, ponieważ prowadził dużą firmę i nie miał możliwości niańczenia załamanej siostry. Dlatego na czas jego nieobecności w domu, zatrudnił opiekunkę.
- To może zadzwonię do niego, czy dzisiejsze spotkanie jest aktualne? Zapytałam zmartwiona wiadomością koleżanki.
- No, coś ty? Przecież ty nic nie wiesz o jego problemach – Gośka, aż podniosła głos. Idź normalnie tak jakby, nigdy nic. Mówię ci o tym tylko dlatego, że może być nieprzyjemny w rozmowie, więc żebyś wiedziała dlaczego.
- A.... dobra, dzięki. Już mnie brzuch z nerwów boli.
- Przestań histeryzować i zaraz po rozmowie daj mi znać. Mamy przerwę śniadaniową o jedenastej. Czekam na ciebie w naszym barze na parterze, wiesz gdzie to jest?
- Tak, wiem.
Nie pamiętam, kiedy byłam tak zdenerwowana jak dziś. W zasadzie nie mam problemów w kontaktach z ludźmi, ale teraz miałam poważne obawy, czy coś z tego wyjdzie. No cóż, raz kozie śmierć, idę. Co ma być to będzie.
Zjawiłam się dziesięć minut przed dziesiątą i usiadłam w korytarzu, przed gabinetem.
Kiedy nadeszła odpowiednia pora, zapukałam do drzwi i weszłam.
- Dzień dobry. Nazywam się Jadwiga Górska i miałam dziś zgłosić się w sprawie pracy.
Mężczyzna spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
- W jakiej sprawie pani do mnie przyszła? Bo nie zrozumiałem.
- W sprawie pracy – odparłam drżącym głosem.
- A... tak, rozumiem. Proszę usiąść.
To była najkrótsza rozmowa kwalifikacyjna jaką  przeszłam w swoim życiu, a było ich wiele.
Po sprawdzeniu mojego CV i kilku rutynowych pytaniach, dostałam pracę sekretarki. Miałam zacząć od jutra.
Po wyjściu z gabinetu natychmiast pobiegłam do baru, gdzie czekała na mnie Gośka.
- I co? koleżanka podniosła się ze stołka i spojrzała na mnie z niepokojem.
- A jak myślisz?
- Spuścił cię po brzytwie....
Mylisz się koleżanko, hi, hi. Zaczynam od jutra.
- Żartujesz? Jadźka, to super! Gośka rzuciła mi się na szyję i wycałowała za wszystkie czasy. A ja myślałam, że on dziś nie ma głowy do takich spraw.
- Miałam szczęście, że nie miał głowy bo gdyby miał, to pewnie zapytałby, czy mam doświadczenie w tym zawodzie, a przecież nie mam.
- No tak, szczęście w nieszczęściu. Biedny Marek, wciąż ma problemy z tą siostrą. Taki przystojny facet, a wciąż sam. Bo kiedy on ma mieć czas dla siebie, chyba nigdy – skwitowała Gosia.
Pożegnałam koleżankę i wróciłam do domu. Nie mogłam na niczym się skupić. Wciąż miałam przed oczami Marka z podkrążonymi oczami, zupełnie nieobecnego, jakby myślami był zupełnie w innym miejscu, a nietrudno się domyślić w jakim. Nawet miałam wyrzuty sumienia, że cieszę się tą pracą w obliczu takiej tragedii, jaką przechodzi ten mężczyzna.
W pracy zjawiłam się jako pierwsza. Zdziwiony portier otworzył mi drzwi i zapytał.
- A co to? Nie może pani spać? Pani poprzedniczka wiecznie się spóźniała. Pokażę pokój sekretarski - proszę za mną – powiedział wyraźnie niezadowolony.
Podążyłam za zaspanym portierem, wyglądał tak, jakby dopiero wstał z łóżka. Oni to mają życie. Zero odpowiedzialności, zero pracy. Przychodzi taki na nocną zmianę, odbierze klucze, sprawdzi pomieszczenia, a potem luzik. Ale cóż, tacy ludzie też są potrzebni.
Moje nowe miejsce pracy wygadało całkiem przytulnie. Mały pokoik z widokiem na park. Szafa z aktami, biurko, sofa dla interesantów i mnóstwo kwiatów na parapecie okna. Zaczęłam od ich podlania. Widać było, że nikt od dawna się tym nie zajmował. Poprzednia sekretarka uwielbiała kwiaty, ale nie tylko ona. U prezesa też zauważyłam mnóstwo zieleni.
Przejrzałam pospiesznie dokumenty leżące na biurku. W terminarzu zaznaczone były daty spotkań prezesa, telefon do hurtowni z materiałami i inne notatki.  Kiedy porządkowałam biurko, zadzwonił telefon.
- Tak, słucham.
- Pani Jadwigo, proszę wziąć terminarz i zapraszam do mnie – usłyszałam w słuchawce głos Marka.
I tak zaczął się mój pierwszy dzień w pracy. Prezes w skrócie przedstawił mi obowiązki i zaczęliśmy współpracę. Dwoiłam się i troiłam, by zawsze wszystko było na czas. Rano kawa, potem krótka rozmowa o planach na dany dzień. Reszta dnia wypełniona była typowo biurowymi sprawami.
Minęły trzy miesiące, kiedy pierwszy raz przekroczyłam próg tego zakładu. Pocztą pantoflową, którą była moja nieoceniona koleżanka, dowiedziałam się, że siostra prezesa przebywa obecnie w sanatorium, co było wyraźnie widać w zachowaniu Marka. Odzyskał utracony humor i zdecydowanie lepiej wyglądał.
 Jak zwykle rano, weszłam do gabinetu Marka z terminarzem.
- Panie prezesie, chciałam przypomnieć, że w piątek ma pan spotkanie w Toruniu, w sprawie nowych tkanin – powiedziałam odfajkowując zapisaną informację.
- To już w ten piątek? No cóż, jak trzeba, to trzeba. Proszę się przygotować pani Jadziu, jedziemy tam razem i zostaniemy dwa dni. Mam nadzieję, że nie pokrzyżuje to pani osobistych planów?
- Ależ panie prezesie, jestem do pana dyspozycji. To przecież moja praca, więc wszystko inne idzie na bok – powiedziałam jak typowa lizuska, bo oczywiście miałam inne plany i myślałam, że jak on wyjedzie, to będę miała więcej luzu, bo jego zastępca ograniczał się tylko do pilnowania, by produkcja szła bez problemów.
Cieszę się z pani zaangażowania w pracę – odparł z nieukrywana ironią, bo pewnie w tych swoich zapewnieniach nie byłam zbyt przekonująca.
Do Torunia pojechaliśmy jego samochodem. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć go ubranego na sportowo. Oczywiście na tylnym siedzeniu leżał zapakowany w futerał garnitur. Ja mordowałam się w dopasowanym kostiumiku i za ciasnych szpilkach, ale przecież nie miałam doświadczenia jak się ubrać na taką okazję. Oczywiście spakowałam do walizki dres i podkoszulki, ale to tylko na czas kiedy będę odpoczywać w swoim pokoju.
- Mam nadzieję pani Jadwigo, że ma pani ze sobą coś luźniejszego – powiedział Marek, widząc jak rozpinam marynarkę. Nasz wyjazd służbowy to nie tylko spotkanie, ale także wykorzystanie czasu wolnego. Mam zamiar zabrać panią do „Barbarki”
- Do „Barbarki”? Nie rozumiem.....
- To takie miejsce w Toruniu, gdzie jest park linowy. Lubi pani sporty ekstremalne?
- Nie specjalnie, ale z przyjemnością zobaczę to miejsce.
W hotelu przydzielono nam pokoje obok siebie.
- Widzimy się za pół godziny przed recepcją – powiedział Marek znikając za drzwiami swojego pokoju.
Przebrałam się szybko w sportowy strój i zabrałam tylko ze sobą komórkę. Szkoda, że nie wiedziałam o tej wycieczce wcześniej, bo spakowałabym przecież mały podręczny plecaczek.
Marek już czekał na mnie na dole.
- Ahoj przygodo, jedziemy.
- No niech i tak będzie – odparłam i poprosiłam Marka, by przechował mi komórkę w swoim plecaku.
W parku linowym nie było w tym dniu specjalnego tłoku. Młody człowiek wyposażył nas w kaski ochronne i odpowiednie zabezpieczenia. Nie pamiętam kiedy byłam tak przerażona. Mnóstwo lin, haków, chwiejących się wąskich drewnianych podestów, wszystko zawieszone między drzewami na odpowiedniej wysokości.
- Ale ja wolę popatrzeć – oznajmiłam trzymając się kurczowo drzewa.
- Cha, cha, być w Toruńskim parku linowym i nie skorzystać z tych atrakcji? Nie ma mowy.
Marek nie zwracając uwagi na moje protesty, podsadził mnie na chybotliwy podest.
-Spokojnie, będę panią ubezpieczał – usłyszałam za sobą.
- Mowy nie ma, nie ruszę się z tego miejsca – protestowałam.
Ale jak każdy może się domyślić, moje protesty na nic się zdały. Z pomocą Marka mozolnie pokonywałam kolejne stopnie trudności. Począwszy od spaceru po wąskim podeście, aż do zjazdu na linie. Mimo, że serce biło mi nienaturalnym rytmem, zaczynało mi się to nawet podobać.
- No widzisz Jadziu, nie takie to trudne – Marek podał mi rękę i pomógł bezpiecznie wylądować na ziemi. Nogi miałam jak z galarety, a ręce tak mi drżały, że nie mogłam rozpiąć zabezpieczeń.
- Dzielna dziewczyna – powiedział w powrotnej drodze, dała sobie radę, brawo!
- Zostałam zmuszona, ot i co.. Musiałam być dzielna – odparłam udając obrażoną. Ale tak naprawdę byłam bardzo zadowolona z tej wycieczki. Jeszcze jedno życiowe doświadczenie.
Dopiero w pokoju poczułam jak wszystko mnie boli. Prawie doczołgałam się do kabiny prysznicowej. Najbardziej bolały mnie nogi, dlatego musiałam sobie je rozmasować, żeby jakoś dojść na spotkanie które miało odbyć się za cztery godziny. Ale to jeszcze cztery godziny, mam czas dojść do siebie – pomyślałam.
Kiedy tak leżałam na łóżku, do drzwi zapukał Marek.
- Można?
- Tak proszę. Pospiesznie otuliłam się miękkim frotowym szlafrokiem.
- Żyje pani?
- Żyję, ale co to za życie – próbowałam być zabawna.
- Przyniosłem komórkę. Boli pewnie wszystko? Zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że zmusiłem panią do tego wszystkiego.
- Nie jestem dzieckiem, gdybym sama nie chciała, do niczego by mnie pan nie zmusił.
- Pewnie najbardziej bolą panią uda, mam rację?
- Zgadza się.
- To może rozmasuję – powiedział i nie pytając o zgodę, rozlał na dłonie oliwkę, którą sobie właśnie przygotowałam i rozpoczął masaż. Znam się na tym, często masowałem siostrę jak miała przykurcze mięśni.
I faktycznie znał się na masażu. Powoli mijały mi wszelkie dolegliwości. Miał takie delikatne dłonie, że myślałam tylko o tym, by nie przestawał. Ale ta błoga chwila nie trwała długo. Zadzwonił telefon. Marek wytarł ręce w ręcznik i spojrzał na ekran komórki.
- Przepraszam, dzwoni Karolina, moja siostra.
Kiedy wychodził ode mnie, słyszałam jak mówił.
- Nie ma mowy, musisz tam zostać do końca. Podpisałem dokumenty i nic na to nie poradzę.....
Domyśliłam się, że chciała żeby ją stamtąd zabrać. Żal mi się go zrobiło, bo cały spokój szlag trafił.
Spotkanie służbowe trwało dwie godziny. Moja rola ograniczała się tylko do robienia notatek. Zaopatrzona w katalogi z materiałami wróciłam do pokoju. Po drodze Marek zaproponował mi kolację w restauracji hotelowej o godzinie dwudziestej.
Po kilku kieliszkach dobrego wina, Marek otworzył się przede mną.
- Zapewne pani wie jaki mam problem. Znając panią Małgorzatę, wie pani o wszystkim.
- Tak, wiem, ale o tym przecież wiedzą wszyscy panie prezesie – próbowałam bronić reputacji mojej wścibskiej koleżanki.
- Mówmy sobie po imieniu. W pracy to co innego, ale teraz nie jesteśmy w pracy – powiedział, całując mnie w dłoń.
W stylowej loży, przy świetle świec, z cichutką muzyką w tle, wielki szef wyglądał jak mały zagubiony chłopak.
 Opowiadał o swojej siostrze z taką troską w głosie, aż przechodziły mi ciarki po plecach. Kiedy skończył, zapytałam.
- Skoro medycyna naturalna jest bezradna w przypadku Karoliny, to może należy spróbować coś niekonwencjonalnego?
- A co masz na myśli?
- Mam koleżankę. Jest instruktorką Jogi. Zakręcona dziewczyna jak cholera, ale mi imponuje. Wiesz, taki typ wyzwolonej kobiety. Burza loków na głowie, kwieciste spodnie, mnóstwo koralików i bransoletek. Buty wymalowane farbą itd. Pamiętam jak przed sześciu laty miała poważny problem z nerkami. Miała już skierowanie do szpitala. I wtedy dostała namiary na indyjskiego lekarza. To taki współczesny szaman. Od tego czasu, powszechna służba zdrowia dla niej nie istnieje. Czasami tylko na moją prośbę, robi sobie kompleksowe badania profilaktyczne, ale zdrowa jest jak rzepa.
- No tak.... Jednak Karolina ma inny problem – odezwał się Marek.
- Myślę, że taki szaman leczy nie tylko ciało ale i duszę. Jeśli się zgodzisz, to skontaktuję się z Kamilą i dam ci znać.
- Ok., każda forma pomocy siostrze jest mile widziana – powiedział.
W powrotnej drodze oboje milczeliśmy. Każdy miał swoje do przemyślenia. Ja coraz częściej łapałam się na tym, że człowiek siedzący obok mnie, nie był już tylko moim prezesem, ale czymś więcej. Kiedy zamknęłam oczy, widziałam jego uśmiechniętą twarz, tam w parku linowym, kiedy podtrzymywał mnie, bym nie spadła. Był taki wtedy szczęśliwy. Kiedy otwarłam oczy i spojrzałam kątem oka w jego stronę, zauważyłam wyraźne napięcie nerwowe mięśni na jego twarzy. Martwił się o siostrę i był taki bezradny. Wiedział co go czeka, jak ona wróci do domu. Cholera jasna! Muszę mu jakoś pomóc.
Zaraz po powrocie skontaktowałam się z Kamilą i powiedziałam o problemie. Obiecała zająć się sprawą jak tylko może najszybciej.
Minął tydzień od naszego powrotu. Kamila załatwiła wizytę u indyjskiego doktora. Obiecałam Markowi, że pojadę tam razem z nimi. Wtedy pierwszy raz miałam okazję poznać siostrę Marka. Była od niego pięć lat młodsza. Wysoka szczupła blondynka o wyrazistych niebieskich oczach, przywitała się ze mną bardzo chłodno. No cóż, nie oczekiwałam innego przyjęcia, zważywszy na to, co jej dolega.
Kiedy wchodziliśmy do starej kamienicy, wyobrażałam sobie, że drzwi otworzy nam zgarbiony staruszek z brodą po kolana, ale przyjemnie mnie zaskoczył.
Starszy pan schludnie ubrany, w luźny blezer i sportowe spodnie, zaprosił nas do swojego mieszkania, w którym roznosił się zapach ziół i indyjskich kadzidełek.
Mimo protestów Karoliny, poprosił nas byśmy zostawili go samego z chorą i wrócili za godzinę.
Nie mając innego wyjścia postanowiliśmy udać się do pobliskiego parku.
- Myślisz, że jej pomoże? Zapytał Marek rzucając kamyk do małej sadzawki.
- Myślę, że tak. Musimy w to wierzyć.
- Dziękuję ci Jadziu za pomoc, przecież to nie twoja sprawa, a mimo wszystko jesteś ze mną.
- Przestań. Nic takiego jeszcze nie zrobiłam. Mam tylko nadzieję, że twoja siostra odzyska chęć do życia, mam taką nadzieję.....
Pomysł okazał się trafiony. Karolina dostała zioła lecznicze, które już po krótkim czasie przynosiły zaskakujące efekty. W sprawę włączyła się również Kamila. Załatwiła dziewczynie kilkudniowy pobyt w SPA.  Ta z pomocą masaży, oraz kąpieli z dodatkiem olejków eterycznych i roślinnych, jej ciało powoli wracało do normy i odzyskiwało utraconą harmonię. Ponadto Kamila zaproponowała jej zajęcia z Jogi. Na szczęście, Karolina polubiła bardzo zwariowaną instruktorkę i po jakimś czasie, były już wielkimi przyjaciółkami.
W tym czasie my z Markiem bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Nawet Karolina powoli zaczęła mnie dostrzegać. Po czterech miesiącach kuracji, siostra Marka na tyle była zdrowa, że mogła już wrócić do swojego mieszkania i rozpocząć na nowo życie.
W tym czasie, ja przeżywałam osobisty horror. Właśnie dowiedziałam się, że poprzednia sekretarka wraca do pracy, więc dla mnie już nie było miejsca w firmie.
Kiedy pakowałam swoje rzeczy, do pokoju wszedł Marek.
- A ty co robisz?
- Ustępuję miejsca. Przecież wraca pani Natalia?
- No, tak racja. Ma prawo wrócić na swoje miejsce – powiedział siadając na sofie. Ale wiesz, że mamy dziś walne zebranie?
- Tak, wiem.
Kiedy Marek opuścił pokój, zrobiło mi się przykro. Tak szybko się mnie pozbył, zero pochwał za moją dotychczasowa pracę, zero żalu że odchodzę, ech....
Ale na zebraniu dopiero się okazało jaką miał dla mnie niespodziankę. Zostałam mianowana jego zastępcą, na co Krzysiek odetchnął z ulgą. On był brygadzistą na maszynach i tylko wtedy zastępował Marka, kiedy ten wyjeżdżał w sprawach służbowych. Takie dodatkowe obowiązki nie były mu na rękę, ale teraz został już z nich całkowicie zwolniony.
Po pracy, zostałam zaproszona do Marka na kolację. Pierwszy raz byliśmy zupełnie sami. Przy zapalonych świecach i lampce wina, Marek wyznał mi miłość.
Dziś razem prowadzimy firmę ale już jako małżeństwo. Nie spodziewałam się, jak bardzo pokocham tę pracę i ile ona daje mi satysfakcji. Mój obecny mąż wciąż mnie chwali, bo wniosłam wiele zmian w produkcji odzieży, kierując się zwykłą kobiecą intuicją.
Karolina nadal jest sama i chyba nie prędko zaufa jakiemuś mężczyźnie, ale przyjaźń z Kamilą wszystko jej rekompensuje. Właśnie planują podróż do Indii.
Prześlij komentarz