niedziela, 2 sierpnia 2015

Miłość jest najlepszym lekarstwem - Wanda Sewioł

kochaj_mnie_taka_jaka_jestem_a_2013-12-21_20-05-44_middle
Witam ponownie wszystkich moich cudownych gości.
Ostatnio panuje jakaś plaga odchudzających się dziewczyn, ufff... Jak widzę kiedy rano biegają i spalają w ten sposób kalorie to ok, ale jak obserwuję kiedy się katują drastycznymi dietami, to serdecznie im współczuję.
Dziewczyny! Wieszaki już nie modne! Kobieta ma mieć, czym oddychać i na czym siedzieć.
Mój problem pojawił się w szkole średniej. Od dziecka miałam nadwagę, ale przy wzroście 170 cm, nie było to aż tak widoczne. Na jednej z dyskotek poznałam Jarka. Podszedł do mnie i ku zazdrości koleżanek, poprosił do tańca. To był najwspanialszy wieczór w moim życiu. Bawiliśmy się do białego rana, potem odprowadził mnie do domu i umówiliśmy się na kolejne spotkanie.
Byłam taka szczęśliwa, wciąż o nim myślałam, czułam jego zapach i zrozumiałam, że to miłość od pierwszego wejrzenia.
Jarek to bardzo przystojny chłopak, wysoki, dobrze zbudowany i bardzo czuły. Kiedy mówił do mnie pączusiu, nie widziałam w tym  nic złego.
Dostaliśmy zaproszenie do koleżanki na urodziny. To były wyjątkowo huczne urodziny. Magda, moja przyjaciółka pochodziła z bogatej rodziny. Mieli piękny dom z basenem, cudowny ogród i wszystko z górnej półki. Ponieważ w tym dniu była piękna pogoda, solenizantka zaproponowała spotkanie w ogrodzie. W basenie pływały lilie, a wokół pachniały zapachowe świece.
- Słuchajcie - mam propozycję! Zawołała Magda. Proponuję wypicie toastu w basenie, co wy na to?
- To świetny pomysł – Jarek pierwszy zrzucił koszulkę i spodnie.
Za nim wszyscy wskoczyli do wody. Uf... pierwszy raz byłam z siebie zadowolona, miałam na sobie seksowną bieliznę, prościutko ze sklepu. Inne dziewczyny wahały się, bo nie były przygotowane na taką ewentualność, ale Magda miała w swojej szafie tyle ciuchów, że natychmiast rozwiązała ich problem.
Zabawa była szałowa. Świeciło piękne słońce, a my pluskaliśmy się w basenie jak małe dzieci.
- A gdzie nasza solenizantka? Zapytałam, kiedy od dłuższego czasu nie było jej wśród nas.
- Poszła po lody, może jej pomożesz – powiedziała Monika. Bo ja dopiero nasmarowałam się olejkiem i szkoda mi słonka.
Kiedy wchodziłam do kuchni, usłyszałam rozmowę Magdy i Jarka.
- Co ty widzisz w tym kaszalocie, przecież chyba stać cię na lepszą dziewczynę, czy nie widzisz jaka ona jest spasiona. Nawet ta koronkowa bielizna jej nie pomoże, wygląda jak słonica.
Stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć z miejsca. Byli odwróceni do mnie tyłem i nie wiedzieli, że stoję w pobliżu. Moja koleżanka głaskała Jarka po dłoni i próbowała się do niego przytulić.
- Co ty robisz? Co ty mówisz? Jarek odsunął się od niej i kiedy się odwrócił, zobaczył, że nie byli sami.
- Krysia, wszystko ci wyjaśnię!
 Z łzami w oczach wybiegłam z domu jak szalona.
- I co z tymi lodami! Zawołała Monika.
Zignorowałam pytanie Moniki i szybko się ubrałam.
- Kryśka – co ty robisz? Co się stało? Monika poderwała się z leżaka i próbowała mnie zatrzymać.
- Daj mi spokój! Odepchnęłam ją z całej siły i wybiegłam z ogrodu.
Po drodze zatrzymałam taksówkę. Kiedy odjeżdżałam, widziałam Jarka jak machał do mnie ręką i coś krzyczał. Nie chciałam wiedzieć co, chciałam być teraz sama.
Dobrze, że rodzice wyjechali na tydzień do dziadków, mogłam spokojnie się wypłakać. Telefon dzwonił jak szalony, ale nie miałam ochoty z nikim teraz rozmawiać. Przygotowałam sobie gorącą kąpiel, a kiedy wyszłam z wanny i spojrzałam w lustro, ogarnęła mnie rozpacz. Jestem tłusta, Magda ma rację. Co on we mnie widział?
Od tych feralnych urodzin, moje życie zmieniło się w koszmar. Zaczęłam się katować drastycznymi dietami, ale na wadze wciąż nie ubywało kilogramów.
Liczyłam kalorie jak zwariowana, bo założyłam sobie, że więcej jak pięćset nie mogę przekroczyć. Zdrowa kobieta powinna zużyć od tysiąc pięćset do dwóch tysięcy kalorii dziennie, ale przecież nie ja.
W domu nikt nie zauważył, że się głodzę. Jeśli już musiałam zjeść posiłek przy wspólnym stole, to zaraz szłam do toalety i prowokowałam wymioty.
Po miesiącu schudłam pięć kilo. Mało, to dla mnie wciąż mało.
Jarkowi zapowiedziałam, że mam teraz sporo nauki i nie będziemy się na razie spotykać. Zerwałam wszelkie kontakty z koleżankami, a szczególnie z Magdą.
Minął kolejny miesiąc mojego odchudzania, ubyło kolejne pięć kilo.
Efekty były widoczne, a ja byłam zadowolona, kiedy koleżanki kiwały głowami, jak ja to robię, że tak fajnie wyglądam.
Niestety efekty drastycznej diety odbiły się na moim zdrowiu. Miałam trudności z koncentracją, byłam totalnie osłabiona. Nadal traciłam na wadze, a mój żołądek tak się skurczył, że każda wydzielona porcja jedzenia powodowała bóle brzucha.
Kiedyś mama nakryła mnie w łazience, jak wymiotowałam.
- Córeczko, co się dzieje? Czy coś ci zaszkodziło? Może powinnaś udać się do lekarza, tak ostatnio schudłaś – powiedziała zatroskana.
- Nic mi się nie dzieje – odparłam i wtedy zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ocknęłam się na łóżku, przy którym siedział lekarz i badał mi ciśnienie.
- Czy ty dziewczyno się odchudzasz? Zapytał.
- Nic podobnego, po prostu jestem przemęczona – skłamałam.
- Musimy cię zabrać na badania, bo jesteś bardzo odwodniona.
I wtedy pierwszy raz wylądowałam w szpitalu. Po tygodniu wróciłam do domu i już wszyscy wiedzieli, że moja niedyspozycja spowodowana była odchudzaniem. Mama załamywała ręce, a ja nadal oszukiwałam. Brałam jedzenie do swojego pokoju pod pretekstem, że szkoda mi czasu i zjem wszystko przy nauce.
To już była obsesja, z którą nie mogłam sobie poradzić. Stawałam na wagę po kilka razy dziennie i wpadałam w szał, kiedy wskazywała nawet pół kilo więcej.
Po kolejnym zasłabnięciu, rodzice zdecydowali na oddanie mnie do Centrum zaburzeń Łaknienia. Błagałam, prosiłam, ale byli nieugięci. Wiedziałam, że jeśli sama nie wyrażę na to zgody, nic nie zdziałają. W końcu się zgodziłam i rozpoczęłam leczenie, dla świętego spokoju. Ale w głowie miałam inny plan. Poddam się leczeniu, jednak nie mam zamiaru zrezygnować z dalszego odchudzania. Planowałam nabrać sił i podreperować zdrowie. Z przerażeniem zauważyłam jak wypadają mi włosy, łamią się paznokcie a na zębach pojawiły się białe plamki, świadczące o silnym odwapnieniu.
Po miesiącu leczenia w klinice, wróciłam do domu. Musiałam nadrobić materiał w szkole, bo zbliżała się matura. Dostałam odpowiednią dietę i kiedy rodzice byli przy mnie, stosowałam się do niej ściśle, ale kiedy ich nie było, nadal prowokowałam wymioty. Od czasu stosowania diety, schudłam dwadzieścia kilogramów. Ja wtedy tego nie zauważałam, jak to bywa u anoretyczek, dopiero po czasie widziałam na zdjęciach jaka byłam chuda, same kości i skóra.
Pamiętam, to była niedziela. Mama weszła do mojego pokoju i powiedziała.
- Masz gościa.
To był Jarek. Stał w progu z bukietem kwiatów.
- Dzień dobry Krysiu, czy można?
- Masz czelność tu przychodzić? Wynoś się natychmiast!.
- Mowy nie ma, nie wyjdę póki nie porozmawiamy.
- Nie mamy o czym rozmawiać, wyjdź stąd.
Jarek usiadł na kanapie i próbował mnie przytulić. Broniłam się, ale był silniejszy. W końcu uległam. Poczułam ten jego zapach, który tak kiedyś mnie obezwładniał. Słyszałam bicie jego serca.
- Kochanie, dlaczego nie chciałaś mnie wysłuchać, o co mnie winisz? Przecież nic złego nie zrobiłem. Magda wtedy za dużo wypiła i straciła kontrolę nad sobą, uwierz mi, bardzo tego żałuje. Wiesz, że bardzo cię kocham i zależy mi na tobie. Nie śpię po nocach i wciąż się martwię.
- Kaszalot!!! Taki mnie nazywaliście? Dobrze się bawiliście moim kosztem! Wykrzyczałam.
Jarek złapał mnie za ramiona i mocno potrząsnął.
- Kocham cię! I zrozum, że bardziej mi się podobałaś taka, jaką cię poznałem. Teraz nie ma co nawet przytulić, same kosteczki. Nie lubię chudych dziewczyn, więc weź się za siebie, bo cię rzucę – powiedział z uśmiechem na twarzy.
Zrozumiałam, że ten chłopak naprawdę mnie kocha, skoro nie poddał się i postanowił o mnie walczyć.
Miłość okazała się najlepszą terapią na moją chorobę. Dzięki Jarkowi rozpoczęłam leczenie już nie szpitalne, lecz ambulatoryjne. Na zajęcia z psychologiem zawsze mi towarzyszył, a ja już nikogo nie oszukiwałam, szczególnie jego i stosowałam się ściśle do zaleceń. Pogodziłam się z Magdą i odnowiłam kontakty z koleżankami.
Jestem na pierwszym roku studiów psychologicznych. Wybrałam ten kierunek, by pomagać takim dziewczynom jak ja. Z Jarkiem już planujemy ślub, ale to dopiero za jakieś dwa lata. Czy mogło mi się przytrafić coś lepszego w życiu jak Jarek? Kochał mnie kiedy byłam puszysta, kochał mnie kiedy wyglądałam jak wieszak na ubrania i kocha mnie do dziś, a ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i staram się zapomnieć o tamtych koszmarnych dniach, kiedy o mały włos nie doprowadziłam się do śmierci.
Prześlij komentarz