czwartek, 16 lipca 2015

Czy ktoś powiedział, że życie na emeryturze jest łatwe, i wreszcie można sobie odpocząć? Niech to szybko odwoła, bo nie ręczę za siebie. 

644197-
Już kiedyś pisałam na fb, o moim super – sąsiedzie. Człowiek o gołębim  sercu. Kiedyś pomogłam mu w pewnej sprawie, a było to jakieś parę lat temu, do dziś zbieram dowody wdzięczności w postaci płodów rolnych.
Pisałam już o czterdziestu słonecznikach, stu pęczkach koperku, kilkunastu główek kapusty, kilku workach ogórków szklarniowych, brzoskwiniach itd.
Jak zaczyna się lato, każdy dzwonek do drzwi wzbudza we mnie strach, bo może to być pan Antoś, uśmiechnięty i szczęśliwy, że mi coś przywiózł.
Kiedy dostałam  piętnaście kilo truskawek, nawet się ucieszyłam. Cześć zamroziłam, z reszty zrobiłam dżemy, ok. Potem dostałam dwadzieścia kilo bobu. Ufff... cześć zamroziłam, a resztę rozdałam i jedliśmy, aż do nam bokiem wyszło.
Powinnam się cieszyć, bo mam to za darmo, albo za psie pieniądze. Pan Antoni ma dużą rodzinę, więc jeździ na giełdę warzywną, ale ja nie mam tak wielkiej rodziny i te zasoby które mi dostarcza, przekraczają moje możliwości.
Ostatnio delikatnie, kolejny raz wyjaśniłam sąsiadowi, żeby mi już  nic nie przywoził, bo nie mam tego gdzie przechowywać, przytaknął na znak, że rozumie.
Ale chyba nie byłam zbyt przekonująca.
Wczoraj dzwonek do drzwi, patrzę przez judasza , Antoś. Biłam się z myślami – otworzyć, czy udać, że mnie nie ma w domu.
Co tu dużo pisać.
Czterdzieści kilo marchwi, trzydzieści ogórków szklarniowych i dwa arbuzy.
Arbuzy – super  ale co zrobię z resztą? Buuuuu...... Nie pisnęłam ani słowa tylko podziękowałam, widząc jego uradowaną minę.
Od rana siedzę na Internecie i okazało się, że jest wiele sposobów na przerobienie marchwi na zimę. Tylko ile to roboty!!! O matko!! A miałam odpoczywać na emeryturze.
To tyle co miała przekazać Wam marchewkowa emerytka.
Cóż było zrobić, emeryt ani pisnął, do kuchni wrócił i zęby zacisnął.
Prześlij komentarz