niedziela, 13 lipca 2014

Opowiadanie na konkurs "Życiowy test" krótki fragment



Moi drodzy.


Zachęcam was do przeczytania mojego opowiadania na konkurs, w którym biorę udział/
Dla zachęty, wrzucam krótki fragment. Więcej na blogu Pani  Magdaleny.

ŻYCIOWY TEST.

Wanda Sewioł

*** Postanowiłam trochę odpocząć, więc usiadłam na płaskim jak taboret głazie. Promienie słoneczne przeciskały się przez rozpadliny, oświetlając górną partię skał, reszta pozostawała w całkowitym cieniu. Postanowiłam sobie skrócić nieco drogę i przejść przez wąski, skalny korytarzyk. Mój chłopak tam by się nie zmieścił, ale ja byłam na tyle szczupła, że bez problemu się wcisnęłam, musiałam tylko walczyć z plecakiem, który co jakiś czas mnie blokował. Na szczęście tunel rozszerzał się i wyszłam na małą polankę. Tak byłam zaaferowana wyprzedzeniem Rafała, że po drodze nie zwracałam bacznej uwagi na oznaczenia. W końcu postanowiłam sobie zrobić przerwę i napić się wody. Odkręcając butelkę mineralnej z przerażeniem spojrzałam na palec lewej dłoni, gdzie powinien tkwić mój zaręczynowy pierścionek.
- Jezus Maria!! - Krzyknęłam na głos. - Zgubiłam pierścionek! Boże, co ja teraz zrobię? Co powiem Rafałowi?
Poderwałam się na równe nogi  i w panice zaczęłam rozglądać się wkoło za zgubą. Klęcząc na kolanach, przesuwałam palcami ziemię i drobny żwir, ale zguby nigdzie nie było.
Muszę koniecznie wrócić w to samo miejsce, gdzie zboczyłam z trasy – myślałam gorączkowo, ale który to był tunel? Bo okazało się, że z tej polany odchodzą co najmniej cztery takie wąskie ścieżki. Nie byłam w stanie stwierdzić z której strony tu przyszłam. To było jak kubeł zimnej wody. Nie zastanawiając się dłużej zaczęłam wołać Rafała, ale jak na ironię losu odpowiadało mi tylko echo.
- Rafał!!!! Gdzie jesteś! - Wrzeszczałam ile mi tylko sił starczyło. - Hop, hop!!! Słyszy mnie ktoś!
Nikt mnie nie słyszał.
Spanikowana rzuciłam się w pierwsze od lewej strony przejście. Zaraz, zaraz, kobieto, spokojnie – powiedziałam sama do siebie. Pomyśl, przypomnij sobie czasy z harcerstwa..... Tak już wiem... Trzeba zaznaczyć wejście i co jakiś czas zrobić znak na skale, tylko czym?  Kredy przecież nie mam.... Ale... mam szminkę, uf... Odetchnęłam z ulgą.
Drżącymi rękami wyciągnęłam z plecaka kosmetyczkę, w której przed wyjazdem schowałam czerwoną pomadkę do ust. Pamiętam jak Rafał sobie ze mnie drwił, kiedy ją pakowałam. Ale to był już taki mój nawyk. Gdziekolwiek się wybierałam, kosmetyczka musiała być i jak się okazało, przydała się teraz jak znalazł.
- O matko! Jaka ze mnie idiotka! Stuknęłam się palcem w czoło. Wydzieram się tu jak opętana, a w kieszeni mam przecież komórkę.
 Nie!!! Tylko nie to! - Wyszeptałam. Ekran w telefonie był czarny. Zapomniałam ją naładować przed wyjazdem.
Siedziałam  na zimnym głazie z rozładowaną komórką. Zgubiłam pierścionek, nikt nie słyszał mojego wołania. Co mi tylko zostało? Rozpłakać się....
Zapadał zmrok. W którą stronę powinnam się udać?  Słońce już zaszło i zrobiło się chłodno.

Więcej na :

Prześlij komentarz