poniedziałek, 2 czerwca 2014

Spełnione marzenia odcinek 24


Próbowałam sobie wyobrazić o czym Konstancja mogła pisać w swoim pamiętniku.

Dziś rozmawiałam z matką o moim ojcu, ale ta rozmowa skończyła się kłótnią. Myślę jednak, że pochopnie ją oceniłam, zresztą trudno mi się dziwić. Kiedy byłam małą dziewczynką, zawsze odczuwałam brak ojca. Wszystkie dzieci u krewnych, gdzie mieszkałyśmy z mamą, miały oboje swoich rodziców. Dlaczego dziadkowie zadecydowali o moim życiu, kto dał im takie prawo? Babcia była zawsze dla mnie serdeczna i czasami nas odwiedzała w dworku, ale dziadka nie pamiętam. Na moje pytanie, gdzie jest? Dlaczego nie przychodzi z babcią, trafiałam na milczenie ze strony matki.
Nigdy jej nie wybaczę, że nie próbowała znaleźć mojego ojca, bo tak bardzo chciałam go poznać i dowiedzieć się dlaczego nas nie szukał? Nie spocznę póki się tego nie dowiem.

Taki zapis dziewczyny, mógł ją skłonić do ukrycia pamiętnika przed matką. To jedna z moich teorii. Ale czy ta właściwa? Gdyby nie znikło pismo, znałabym całą prawdę.
Zbyszek przyjechał późnym popołudniem i zaoferował się podrzucić Lucynę do busa.
- Nie martw się siostra – Lucyna szepnęła mi do ucha. Stało się i nic na to nie poradzimy. Może w inny sposób do tego dojdziemy, co było w pamiętniku.
- Wiem – odpowiedziałam, ale mimo wszystko żal mi tych zapisków. Dobra - dajmy już spokój. Trzymaj się siostra i zadzwoń jak już dojedziesz – dodałam na pożegnanie.
Mąż był bardzo zmęczony i postanowił położyć się do snu, w pokoju na piętrze.
- Nie mam dziś ochoty na telewizor – powiedział.
- Oczywiście, masz ciężki dzień za sobą idź na górę, bo coś kiepsko wyglądasz.
Zostałam sama w salonie i włączyłam telewizor. Przerzucałam kanały pilotem, ale na niczym nie mogłam się skupić. Późnym wieczorem zadzwoniła Lucyna z wiadomością, że jest już na miejscu. Po ostatnim wypadku z jej udziałem miałam zawsze niepokój, kiedy wracała do domu busem. Na szczęście dotarła cała i zdrowa, więc mogłam się uspokoić.

 Za oknem zerwał się silny wiatr, okiennica trzasnęła tak głośno, że zerwałam się na równe nogi.
- Kurcze – pomyślałam. Muszę ją zamknąć, bo Zbyszek pewnie już śpi. Kiedy podeszłam do okna, wielka błyskawica pojawiła się na niebie i oświetliła cały salon. Jak znam życie, to mój małżonek pewnie sobie smacznie śpi i nic nie słyszy. O moim zaśnięciu nie było mowy. Burza za oknem szalała coraz bardziej. Z trwogą pomyślałam o naszym zadaszeniu w ogrodzie. Jeśli nadal tak będzie wiało, to wszystko ulegnie zniszczeniu. W końcu wybiło korki i zgasło światło. Zapaliłam świece, bo i tak nie mogłam spać. Na stole leżał pamiętnik Konstancji, otwarty na jednej ze stron. Smuga światła padała wprost na pożółkłą kartkę.
- Boże! Czy ja mam już zwidy? Powiedziałam sama do siebie. Drżącymi rękami wzięłam pamiętnik i podsunęłam blisko świecznika. Bez problemu mogłam odczytać to co tam było napisane.

Dziś miałam znowu atak kaszlu. Ukryłam przed matką chusteczkę na której była krew. Czuję się coraz gorzej, nie mam już siły. Maria dba o mnie, robi różne mikstury ziołowe, ale to nic nie daje. Czy mój ukochany wie, że niebawem umrę? Tak chciałabym, by stał się cud, bym wyzdrowiała. Tak bardzo go kocham i on kocha mnie. Ale widzę smutek w jego oczach, on już pewnie wie, że nie ma dla mnie ratunku. Jest taki mądry.

Przewróciłam kartkę na drugą stronę. Data wskazywała na kolejny wpis po kilku dniach. Widocznie Konstancja czuła się bardzo źle, skoro nic wcześniej nie napisała.

Kryzys minął na szczęście, już czuje się lepiej. Jan zabrał mnie na przejażdżkę powozem. Był taki tajemniczy, ale nie wiedziałam dlaczego? Dopiero jak zatrzymał powóz przed kościołem, zrozumiałam jaką miał dla mnie niespodziankę. Tuż przed bramą kościelną, wyciągnął piękny bukiet kwiatów i klęcząc u mych stóp, zapytał czy może prosić o moją rękę.

Byłam taka wzruszona. Przyjęłam jego oświadczyny, ale  upomniałam, że powinien to zrobić przy mojej matce, bo taki jest zwyczaj. Mój ukochany tylko się uśmiechnął i zapewnił mnie, że tak właśnie dziś zrobi, jednak najpierw chciał zapytać mnie o zdanie. Potem weszliśmy do kościoła i oboje poprosiliśmy naszego księdza o błogosławieństwo. To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.

Musiałam odłożyć na chwilę pamiętnik, bo znając dalsze losy tej dziewczyny, nie mogłam opanować łez. Co jeszcze dowiem się o Konstancji? Czy pismo znów nie zniknie? I dlaczego pojawiło się w świetle świecy?
Postanowiłam zrobić sobie kawę i wykorzystać chwilę kiedy mam możliwość przeczytania dalszych części.
Wróciłam więc do początku i wpisu który już znałam.
W kolejnych zapiskach Konstancja przeprowadza swoje śledztwo na temat ojca. Służąca potajemnie szukała ludzi z otoczenia swojej pani. Klemens także jej w tym pomagał. Stajenny nawet dotarł do jednego człowieka z pułku, w którym służył Marcel. Ale nie wiele to dało, bo po wojnie ich drogi się rozeszły. Jednak to co się dowiedziała Konstancja, było dla niej bardzo ważne. Jej ojciec poważnie myślał o ożenku z matką.

Mam dziś nowe wieści – pisała Konstancja. Klemens spotkał człowieka, który walczył z moim ojcem w jednym pułku. On naprawdę ją kochał i miał zamiar się z nią ożenić. Dlaczego tak szybko się poddał? Dlaczego mimo wszystko nadal jej nie szukał? Dlaczego nie pytał o nią innych ludzi? Czy wiedział o mnie? A może wiedział?  Jest tchórzem jeśli wiedział o moim istnieniu. Wystraszył się kalekiej córki. Nienawidzę go za to, nienawidzę

Co musiała wtedy przeżywać ta dziewczyna. Nie znała prawdy i nie wierzyła matce, że to dziadek był wszystkiemu winny.

Oczy bolały mnie ze zmęczenia podczas czytania w takim świetle, ale bałam się przerwać. Jednak mimo wszystko usnęłam. Czy to był sen? Nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Przez mgłę zobaczyłam salon z tamtego wieczoru, kiedy robiliśmy ognisko z rodziną. Na otomanie siedziała Konstancja. Była bardzo smutna. W ręku trzymała haftowaną w niebieskie kwiatki chusteczkę. Płakała. Usiadłam tuż przy niej i poczułam zapach fiołków. Czy ja śnię? Zapytałam.

- Możesz myśleć co chcesz – odpowiedziała dziewczyna. Wam na ziemi nie mieści się w głowie, że duchy istnieją. Nie chcemy z matką dłużej cię niepokoić, ale muszę wiedzieć co stało się z moim ojcem, czy długo rozpaczał po matce i czy wiedział o moim istnieniu. Pamiętnik ukryłam, bo nie chciałam by ktokolwiek miał do niego dostęp. Ale ciebie wybrałam i tylko ty możesz go przeczytać. Dlatego wybacz. Ani twoja siostra, ani nikt inny nie będzie miał sposobności go czytać. Odnalazłaś już mojego przyrodniego brata, więc dowiedz się więcej. Jesteś nam to dłużna – powiedziała patrząc na mnie zimnym wzrokiem. Jej oczy były  zimne  jak lód i błyszczące jak dwa diamenty . Dziwne to uczucie, kiedy masz przed sobą ducha. Mimo, że się jej nie bałam, poczułam ciarki na plecach.

Kiedy się przebudziłam, nikogo przy mnie nie było. Nadal siedziałam przy stole i trzymałam pamiętnik w dłoni. E... Śniło mi się to i tyle – pomyślałam i zmęczona położyłam się do łóżka.
Rano wstałam totalnie niewyspana. Pierwsze co zrobiłam, to sięgnęłam po pamiętnik. Boże! Przeraziłam się nie na żarty. Kartki były puste. Nie zastanawiając się co to wszystko znaczy, schowałam pamiętnik głęboko do szuflady kredensu,  żeby Zbyszek go nie zobaczył. On przecież nic nie wiedział o tym znalezisku.

Prześlij komentarz