niedziela, 20 kwietnia 2014

Spełnione marzenia (odcinek 21)

Witam serdecznie w pierwszy dzień Świąt Wielkiej Nocy i życzę wspaniałych chwil, spędzonych w gronie rodziny.
Jeśli znajdziecie Państwo chwilkę czasu, zapraszam na kolejny odcinek * Spełnionych Marzeń*
Co takiego kryje, piwniczka mojego dworku?


Rano obudził mnie radosny śpiew ptaków. Zsunęłam się delikatnie z łóżka i cichutko na palcach wyszłam z pokoju, by nie zbudzić siostry.
Już na schodach poczułam zapach świeżo zaparzonej kawy.
- Dzień dobry – zwróciłam się do męża, który siedział przy kuchennym stole.
- Dzień dobry. Jak się spało? Zapytał.
- Nawet nieźle. Byłyśmy tak zmęczone, że usnęłyśmy od razu. A gdzie Bary? Zapytałam, widząc puste legowisko. Wypuściłeś go na dwór?
- Nie, twój pupilek śpi sobie smacznie, w salonie na naszym łóżku. Zostawiłaś mnie samego, więc cię zastąpił.
- Oj tam, oj tam. Raz cię zostawiłam i już dąsy? Powiedziałam całując męża w czoło. Bary jest lepszy, niż jakakolwiek, wypasiona poduszka elektryczna, chyba nie zaprzeczysz kochanie?
- Może i lepszy, ale zajmuje prawie całą powierzchnię do spania – powiedział mąż, dopijając kawę. Nie chce mi się jechać dziś do miasta. Mam tyle roboty – powiedział Zbyszek.
- A co masz jeszcze zamiar robić?
- Myślałem o ociepleniu drzwi do twojej piwniczki, bo jeśli masz tam zamiar przechowywać płody rolne, to muszę się tym zająć. I jeszcze pomyślałem o doprowadzeniu prądu.
Piwniczka? Natychmiast, zapaliło mi się czerwone światełko w głowie.
- Ale po co masz ocieplać drzwi? Przecież dawniej tylko tam trzymali produkty i nie było lodówek.
- Ale nie wiesz jakie były zimy, być może łagodniejsze, no i to światło w środku, musi być.
- Ale ja nie chcę tam światła! Zawołałam przerażona pomysłem męża, który dążył do tego, by pokrzyżować moje plany. Niech to miejsce pozostanie takie, jakie było w tamtych czasach. Są tam lampy naftowe i to nam zupełnie wystarczy – powiedziałam jednym tchem, nie dopuszczając męża do głosu.
- Wolisz chodzić tam po ciemku? Nic nie rozumiem – powiedział Zbyszek, zaskoczony moją wypowiedzią.
- Tak, już wystarczająco unowocześniliśmy ten wiekowy dworek. Piwniczka ma pozostać nienaruszona.
- No dobrze, jak sobie jaśnie pani życzy. Ale drzwi mogę chyba trochę ocieplić? Zapytał.
- Tak, na drzwi się zgadzam, ale reszta pozostaje, taka jaka jest.
- Ok. Pani prośba jest dla mnie rozkazem! Zawołał mąż i przechylając się przez stół, ucałował moją dłoń.
- No cóż, czas na mnie – powiedział Zbyszek.
- Wracasz jeszcze dziś? Zapytałam.
- Myślę, że nie ma sensu. Zostanę u mamy na noc.
Po tych słowach nieco się uspokoiłam. Miałyśmy z Lucyną wolną rękę do działań w piwniczce.
Odprowadziłam męża do bramy i kiedy już odjechał, spojrzałam w stronę piwnicy.
- Od czego tu zacząć? Pomyślałam. Muszę znaleźć w składziku na narzędzia, jakieś dłutko, młotek i oczywiście gips, żeby potem zatrzeć ślady – uśmiechnęłam się pod nosem i wróciłam do domu.
W kuchni zastałam Lucynę.
- Co pojechał? Zapytała smarując dżemem chrupiący tost. Ale jestem głodna – powiedziała z pełnymi ustami. Myślę, że gdybym tu mieszkała na stałe, to mój wilczy apetyt na świeżym powietrzu, doprowadziłby mnie do otyłości. Wciąż jestem głodna, hi, hi.
- No.... ale ja już widzę u ciebie oponki, siostrzyczko, hehehe. A to nie jest chyba wina pobytu u mnie.
-  Przestań!! Bo ci przyłożę – krzyknęła Lucyna, zaglądając pod bluzę od piżamy.  Ale tak prawdę mówiąc, to zaniedbałam ostatnio wycieczki  rowerowe – dodała. Dobra, co tam oponki! Mamy ciekawsze plany na dziś. Idę się ubrać i zaraz tu do ciebie schodzę – powiedziała siostra, dopijając kawę.
Ja w tym czasie zajrzałam do przybudówki, w celu poszukania narzędzi. Nie było z tym żadnego problemu. Mój małżonek to prawdziwy gospodarz. Składzik na narzędzia jest jego królestwem. Wszystko poukładane jak w sklepie i podzielone na działy. Bez problemu trafiłam na dział budowlany, gdzie odnalazłam, dłutko, młotek, szpachlę i gips. Lucyna czekała na mnie już przed domem, bawiąc się z Barym, który uwielbiał, jak mu się rzucało patyki. Niezmordowanie, w śmiesznych podskokach biegał po nie i przynosił pod nogi siostrze, czekając na następny rzut. Mógł tak gonić tysiąc razy i nigdy sam nie odpuszczał tej fascynującej zabawy.
- Wzięłaś latarkę? – zapytałam.
- Kochana, zapamiętaj sobie raz na zawsze, ja jestem profesjonalistką. Zresztą sama zobacz.
Lucyna nałożyła na czoło obręcz z żarówką. Nacisnęła guziczek umieszczony z boku i górnicze światełko zaświeciło się na jej głowie.
- I ...co? Zatkało kakao?
- No..... zadziwiasz mnie, hehehe, a skąd ty wytrzasnęłaś taki sprzęcik? – Zapytałam patrząc w stronę siostry, która wyglądała  komicznie z tą obręczą.
- To długa historia, ale w skrócie mówiąc - mam ją od jednego górnika. Kiedy byłam na Śląsku , na jednym spotkaniu z czytelnikami, podszedł do mnie górnik i w dowód sympatii podarował mi swoją latarkę. Do dziś pamiętam, co wtedy do mnie powiedział.
Pani Lucyno, niech to górnicze światełko przyświeca pani w każdej sytuacji. Jeśli zawiedzie elektryczność, pani nie przerywa swojego pisania, bo moja latarka będzie na wyciagnięcie ręki.  Tak mnie wtedy wzruszył ten starszy pan, że aż się popłakałam. No... ale miało być w skrócie, a ja się rozgadałam jak zwykle – powiedziała Lucyna, ściągając niewygodną i ciężką, jak na jej głowę obręcz.
Barego zamknęłam w domu, by nam nie przeszkadzał i ruszyłyśmy z siostrą w stronę kolejnej tajemnicy z zamierzchłych czasów. W środku zapaliłam dwie naftowe lampy, które w połączeniu z Lucyny latarką, oświetliły nam miejsce szczeliny na ścianie.
Młotkiem, delikatnie stukałam okolicę pęknięcia. Tylko niewielka powierzchnia ściany, oddawała pusty odgłos, co pozwoliło nam na
Wskazanie odpowiedniego miejsca do wybicia dziury.
Po silniejszym puknięciu w okolicy szczeliny, odpadł spory kawałek ściany. W środku znajdował się  
mały schowek. Sięgnęłam ręką i wyczułam jakiś przedmiot.
- I co?- Szepnęła Lucyna.
- Zaraz – odpowiedziałam sięgając głębiej w stronę schowka. Coś tam jest!
Napięcie sięgało zenitu. Obie z siostrą dostałyśmy, nienaturalnych rumieńców na twarzy.
- Kurcze, brakuje mi ręki – powiedziałam do Lucyny. Nie mogę tego złapać.
- A mówże do jasnej cholery, czego nie możesz złapać! Krzyknęła siostra tuż za mną.
- A skąd mam wiedzieć co tam jest, przecież nie mogę tego wyciągnąć – odpowiedziałam zrezygnowana. Idź po jakiś patyk – zwróciłam się do Lucyny, wyciągając rękę.
- Odsuń się – powiedziała Lucyna, wracając z drewnianą listewką. Ja teraz spróbuję.
Stanęłam obok i pozwoliłam siostrze działać.
Po upływie pięciu minut, na ziemię spadło, wygrzebane z dziury, jakieś zawiniątko.
Lucyna, nachyliła się i podniosła dziwny pakunek.
- Chcesz pierwsza to zobaczyć? Zapytała.
- Nie - rozwiń ty, mnie się tak trzęsą ręce, że nie dam rady.
Prostokątny przedmiot, zawinięty w gruby materiał miał nam ukazać, kolejną tajemnicę.
Lucyna delikatnie rozwinęła zawiniątko. W środku, był pamiętnik oprawiony w skórę z metalowymi okuciami na obrzeżach.

- Wychodzimy – zwróciłam się do siostry, kładąc młotek na ziemi. Lucyna bez słowa, skierowała się do wyjścia, trzymając w ręce znalezisko, niczym filiżankę z najkruchszej porcelany.
Prześlij komentarz