środa, 15 stycznia 2014

"Spełnione marzenia"(fragment 6)













- Już się zbieram, spotkamy się na miejscu.
Zbyszek bardzo się zmartwił wiadomością jaką mu przekazałam. Obiecał odwieść mnie do busa, bo musiał zostać w domu. Odnawiał właśnie komodę i położył pierwszą warstwę politury.
Po drodze kupiłam kilka kolorowych czasopism, owoce i wodę mineralną. Szybko odnalazłam salę, w której leżała moja siostra. Kiedy ją zobaczyłam, nie mogłam opanować płaczu. Miała owiniętą bandażem głową i podsiniałe oczy.
- Siostra, mój Boże..... jak to się stało? - Zapytałam siadając na brzegu łóżka.
- Sama nie wiem. Czytałam wtedy książkę.
- Gdzie masz perły? - zapytałam.
- W torebce. A o co chodzi? Lucyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Wycofuję się z darowizny. Te perły trafią do kolekcjonera - powiedziałam.
- No co ty, Wanda zwariowałaś? Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera. Lucyna była wyraźnie zaskoczona moją decyzją.
- Nie zmienię swojego zdania - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. Wybierzesz sobie coś innego. Mówiłam ci, że darowane perły przynoszą nieszczęście, czyż nie miałam racji? Ten wypadek był ostrzeżeniem.
- Ale, one są takie piękne, wiesz jak kocham perły. Moja siostra była niepocieszona.
- To kupię ci sztuczne. Teraz mamy takie świetne podróbki, że nikt niczego nie zauważy.
- To zwykłe zabobony, ale niech ci będzie. Lucyna w końcu się poddała.
Pielęgniarka, która weszła do sali, zakomunikowała nam, że czas odwiedzin się skończył. Faktycznie w tych nerwach nie zauważyłam jak już późno. Chciałam zostać w Krakowie, ale moja siostra wybiła mi to z głowy. Powiedziała, że i tak jej nic tu nie pomogę i wystarczy nam kontakt telefoniczny. Wróciłam, więc do domu. Wyjęłam naszyjnik z torebki i położyłam go na segmencie. Miałam wrażenie jakby perły parzyły mnie w ręce. Postanowiłam, że jak tylko wrócę na wieś, to natychmiast schowam je z powrotem do kuferka.
Siostra wyszła ze szpitala już w drugiej dobie. Na całe szczęście, obyło się bez komplikacji, a po wypadku zostały tylko siniaki, które z dnia na dzień zmieniały swoją barwę. Lucyna była wściekła, bo akurat w tym okresie miała spotkanie z literatkami we Wrocławiu, na które niestety nie mogła pojechać. Po tygodniu zadzwoniła do mnie z wiadomością, że Karol jest zainteresowany biżuterią i postarają się przyjechać w ciągu tygodnia.
Przyjechali w środę. Kolekcjoner nie mógł oderwać oczu od wyłożonej na stół biżuterii. Zaopatrzony w małą lupkę, dokładnie i w całkowitym milczeniu przyglądał się eksponatom. Po godzinie, powiedział.
- To wspaniałe dzieła sztuki, jestem poważnie zainteresowany, kupnem części tej biżuterii. Niestety tylko części, bowiem musiałbym sprzedać swój sklep jubilerski, żeby kupić wszystko naraz. Ale zostawię pani zaliczkę, ponieważ chcę mieć prawo pierwokupu. Zgadza się pani? - Zapytał.
Byłam zaskoczona sumą, jaką wymienił. Oczywiście, że się zgodziłam.  Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się takich pieniędzy. Umówiliśmy się w Krakowie, aby podpisać odpowiednie dokumenty i dokonać transakcji.
- To podobno ja urodziłam się w czepku, jakoś nie widzę, żebym miała szczęście - powiedziała Lucyna. Ty zapewne urodziłaś się w koronie, tylko nikt tego nie zauważył - jesteś siostra bogata - dodała.
- Siedziałam oszołomiona. W jednej chwili moje życie diametralnie się zmieniło. Dzięki Antoninie, stałam się majętną osobą.
Sfinalizowaliśmy z Karolem transakcję i pieniądze zostały już przelane na nasze konto. Miałam pewne obawy, czy nie pospieszyłam się ze sprzedaniem mojego skarbu, czy nie powinnam jeszcze spróbować w innym miejscu wycenić te kosztowności. Jednak Lucyna rozwiała moje obawy. Powiedziała, że jej znajomy jest uczciwym i bardzo bogatym człowiekiem. Pochodzi z zamożnej rodziny, która ma w Krakowie kilka ekskluzywnych sklepów jubilerskich i na pewno mnie nie oszuka. Okazało się, że Karol nie jest tylko kolekcjonerem sztuki, lecz także uznanym rzeczoznawcą w tej dziedzinie. Znajomy Lucyny skontaktował mnie z adwokatem, który obiecał, zająć się sprawą zalegalizowania testamentu i wszelkimi formalnościami związanymi z podatkiem.

Był już koniec września, więc musieliśmy działać szybko, aby przed zimą zrobić przynajmniej część prac związanych z remontem dworku. Zamówiłam solidną ekipę budowlaną.
Miałam już na ten cel środki finansowe. Teraz trzeba było się spieszyć z pracami w dworku.
Pojechaliśmy całą rodziną na zakupy. Marcin z Piotrkiem wybrali sobie stylowe tapety do swoich pokoi, a mnie spodobała się welurowa tapeta, w kolorze bordo. Dobrałam do tego ciężkie story w tej samej tonacji i zamówiłam firanę do okna. Potem przyszła kolej na stare biurko i biblioteczkę. Pomyślałam, że Zbyszek sam sobie nie poradzi z renowacją tych mebli, dlatego zleciliśmy to fachowcowi. Kupiłam także starą  otomanę do swojego pokoju. Tapicer dokonał cudu, zmieniając pokrycie na bladoróżowe i odnowił drewniane oparcia. Robotnicy okazali się bardzo solidni, robota paliła im się w rękach. Z dnia na dzień, pokoje na piętrze nabierały blasku. Jeden z nich przeznaczyłam dla mojej siostry, która sama sobie zaprojektowała jego wnętrze.
 Zamówieni cykliniarze doprowadzili stary dębowy parkiet do pierwotnego wyglądu. W domu pachniało farbami i  lakierem do podłóg. Na nasze szczęście pogoda nadal dopisywała i można było pracować przy otwartych oknach. Stolarze wyczyścili balustradę przy schodach i naprawili okna. W połowie października zakończono prace w wewnątrz domu. Wypłaciłam pracowników za dobrze wykonaną pracę. Teraz przyszła kolej na meble. W dzisiejszych czasach mając taką gotówkę nie było z tym problemu.
Część mebli zakupiłam na Allegro. Zostały nam tylko drobiazgi. Żyrandole i stojące lampy, każdy dobrał sobie według własnego gustu. Agnieszka i Marzena dopieszczały pokoje swoich chłopaków. Patrzyłam z zadowoleniem na te dziewczyny, które miały naprawdę dobry gust. Nasze pokoje otrzymały swoje nazwy. Mój był bordo, Piotrka zielony, Marcina łososiowy a Lucyny kremowy. Pokój gościnny otrzymał nazwę słonecznego. Odetchnęłam z ulgą. Teraz nie było już problemu z noclegiem. Mięliśmy w końcu z mężem salon tylko do naszej dyspozycji, kiedy odwiedzała nas rodzina. Prace na zewnątrz domu zostawiliśmy na przyszły rok. Kiedy wszystko zostało już zapięte na przysłowiowy guzik, postanowiliśmy to uczcić. W pierwszej kolejności udaliśmy się na cmentarz, żeby podziękować naszej sponsorce. Każde z nas zakupiło od siebie wiązankę kwiatów, które ułożyliśmy na grobie Antoniny i Konstancji. Po zapaleniu zniczy i chwili zadumy, wróciliśmy do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Bary po zdjęciu kłopotliwego opatrunku jeszcze trochę kulał, jednak z każdym dniem było co raz lepiej, ale widać było, że miał uraz do miejsca w leszczynowym zagajniku, bo omijał go z daleka
Urządziliśmy sobie w tym dniu prawdziwą ucztę. Ja przygotowałam kaczkę w pomarańczach, Lucyna upiekła czekoladowy tort, a dziewczyny zrobiły sałatki. Stół uginał się od nadmiaru tych pyszności. Zaopatrzeni w kieliszki z schłodzonym szampanem, zwiedzaliśmy nasz odnowiony dworek. Co chwilę moja rodzinka wznosiła toast za spadkobierczynię, czyli za mnie.
Byłam bardzo szczęśliwa patrząc na zadowolone miny moich bliskich. Kiedy wróciliśmy do salonu, podeszłam do kufra i wyjęłam z niego bransoletę z markazytami.
- Myślę siostra, że to ukoi twój ból po stracie naszyjnika z pereł. Jak sama twierdziłaś, te kamienie mają szczególne właściwości. Ostatnio martwiłaś się, że opuściła cię wena - prawda? - Zapytałam.
- To prawda, od prawie dwóch tygodni stoję w miejscu z moją nową książką i nic nie przychodzi mi do głowy, totalna pustka - powiedziała
- No właśnie – zwróciłam się do siostry podając jej bransoletę. Te magiczne kryształki, rozjaśniają  umysł, poprawiają pamięć i relaksują. Czyli  prezent idealny jak dla ciebie. Czyż nie mam racji? – Zapytałam.
- Zgadzam się z tobą. Tylko czy to nie jest za drogi prezent jak dla mnie?
Podeszłam do siostry i przytuliłam ją do siebie.
- Jesteś tego warta siostrzyczko - powiedziałam.
- Dzięki - Lucyna spojrzała na mnie z łzami w oczach.
- Cha, cha - roześmiałam się widząc wzruszenie mojej siostry. Ty płaczesz ze szczęścia, czy z żałości po perełkach? - Zapytałam.
- Przestań - Lucyna wytarła chusteczką wilgotne oczy - o perłach już dawno zapomniałam. Myślę, że miałaś rację i wcale nie uważam cię za ciemną babę. Ten wypadek był ostrzeżeniem, więc dobrze, że mi je zabrałaś. Ta bransoleta jest naprawdę piękna.
- Co jest grane? Zapytał Zbyszek przerywając tę wzruszającą scenę z udziałem dwóch sióstr. Mieliśmy dziś się radować, a nie płakać - dodał.
Chłopcy przyznali rację ojcu. Wróciliśmy więc do celebrowania dzisiejszego wieczoru. Resztę czasu spędziliśmy na konsumowaniu zgromadzonych na stole smakołyków. O dwunastej w nocy, każdy udał się do swojego pokoju. W całym domu zapanowała cisza. Zbyszek jak to w jego zwyczaju, usnął od razu a ja jeszcze przez chwilę wróciłam pamięcią do sceny z ogniska. Czy to możliwe, że połączyłam się wtedy z duchem Antoniny zakładając jej medalion? Fiołkowy zapach perfum dobrze pamiętam, zresztą Lucyna wyraźnie go czuła. Czy za każdym razem, kiedy go zawieszę na szyi, ona się pojawi? Nie dawało mi to spokoju. Wysunęłam się cichutko z pod kołdry i podeszłam do kuferka. Muszę to sprawdzić - pomyślałam i drżącymi rękami założyłam medalion. Stałam tak przez chwilę nieruchomo. Na niebie jasno świecił księżyc. Jego srebrny blask rozjaśniał wnętrze salonu. Mijały kolejne minuty, ale nadal nic się nie działo. Salonik nie zmienił się jak tamtym razem. Rozglądałam się wkoło, ale nigdzie nie było kobiety ze zdjęcia. Rozczarowana odłożyłam medalion na miejsce i wróciłam na sofę. Doszłam do wniosku, że scena z ogniska musiała być wytworem mojej wyobraźni. Mimo tego, te perfumy nie dawały mi spokoju. Zmęczona zamknęłam oczy i próbowałam usnąć i w tym momencie poczułam zapach fiołków. Czy tak było naprawdę? Nie wiem, bo usnęłam.

Rano wstałam wyjątkowo wyspana. Zbyszek był już na nogach, a na stole w kuchni czekało już na mnie śniadanie i zaparzona w ekspresie kawa.
- Idę po drzewo do kominka – powiedział mąż. Musimy napalić zanim oni wstaną, bo zimno tu jak cholera – dodał wychodząc z domu.
Byłam teraz sama, nikt mi nie przeszkadzał. Wytężyłam umysł i próbowałam na swój sposób odtworzyć tamtą scenę z udziałem kobiety ze zdjęcia.
Tak sobie to wyobraziłam.
Antonina zaprosiła mnie gestem ręki, abym usiadła obok niej. Z ruchu warg, mogłam odtworzyć co do mnie mówiła.
//////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
- Wando, nie bądź taka wystraszona - powiedziała z uśmiechem na ustach, widząc przerażenie w moich oczach. Nic ci nie grozi z mojej strony, jestem szczęśliwa, że to właśnie ty zamieszkałaś w naszym domu.
 Położyła dłoń na mojej i powiedziała.
- Nie będę często cię niepokoić, bo zdaję sobie sprawę z tego, że dla ciebie jest to niewyobrażalne, obcować z duchami. Dlatego postanowiłam, łączyć się z tobą w inny sposób.
Wtedy wstała z otomany i podeszła do toaletki. Zabrała jeden z flakoników i natarła moje skronie perfumami o fiołkowym zapachu, mówiąc.
- Ile razy, poczujesz fiołki, to będzie oznaczać, że jestem przy tobie. Jeszcze tylko raz zobaczysz mnie. Przybędę z moją kochaną córką Konstancją, ale to będzie tylko ten jeden raz, potem nie będę cię już nawiedzać.
////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Rozbolała mnie głowa, więc przerwałam swoje rozmyślania i dopiłam kawę.
Czy moja wymyślona wersja mogła być realną? Myślę że tak, sądząc po wczorajszej nocy, kiedy mimo założonego medalionu nie widziałam Antoniny, ale czułam zapach fiołków.
Musiałam wyjść na świeże powietrze. Bary zerwał się z posłania i podążył za mną. Zbyszek właśnie wracał ze stosem drewna do kominka.

Po śniadaniu pożegnaliśmy naszych gości.
Musiałam wrócić do rzeczywistości. Sprzątanie takiego dużego domu, zajęło mi czas do wieczora. Przysięgłam sobie, że na jakiś czas zapomnę o Antoninie i Konstancji. Wróciłam w końcu do pisania mojej książki. Jednak nie mogłam ruszyć z miejsca i wtedy pomyślałam, że mnie  też przydałaby się taka bransoleta z Markazytami.
Postanowiłam oglądnąć jeszcze raz pokoje na górze. Od kiedy moi synowie, wraz ze swoimi sympatiami urządzili je na swój sposób, starałam się tam nie zaglądać, by nie naruszać ich prywatności Chciałam sprawdzić tylko czy wszystko jest w porządku, bo Marcin z Piotrem zapowiedzieli się z wizytą na koniec tygodnia. Obiecali, że mają dla mnie niespodziankę.
Zajrzałam najpierw do pokoju łososiowego który należał do Marcina. Ściany wyłożone były tapetą w drobniutkie kwiatuszki na łososiowym tle. W tej samej tonacji, Agnieszka zamówiła stylowe story i gęsto udrapowaną śnieżnobiałą firankę. Nawet otomana była wyściełana tym samym materiałem co story. Całość tego wystroju uzupełniała mała, w kolorze ciemnego brązu toaletka. Dziewczyna Marcina ustawiła tam niezliczoną ilość mniejszych i większych puzderek i flakoników z perfumami. W rogu pokoju stał idealnie dobrany do toaletki kredens. Politurowany blat, Agnieszka ozdobiła porcelanowymi figurkami baletnic. Za szklaną witryną pysznił się serwis kawowy z motywem kwiatów. Na kremowym tle filigranowych filiżanek, czerwone maki wyglądały naprawdę pięknie. Na środku pokoju, młodzi postawili okrągły szklany stolik na łukowatych złoconych nogach,  i dwa  drewniane krzesła z miękkim obiciem pasującym idealnie do otomany.
Usiadłam na jednym z nich i zastanawiałam się, czy tak mógł wyglądać ten pokój w czasach,  kiedy mieszkała tu Antonina. Może nie było tak, ale myślę, że podobnie. Przeszłam do zielonego pokoju, który wybrał sobie Piotr. Na tle ciemnozielonej tapety, rozjaśnionej szerokimi jasnymi pasami, kremowe meble idealnie pasowały. Marzenka stwierdziła, że skoro ma być tak jak w tamtych czasach, to rezygnuje z szafy. Odnaleźli z Piotrkiem w jednym ze sklepów ze starociami, duży kufer na ubrania. Oczywiście nie mogło tam zabraknąć toaletki, która jest marzeniem każdej kobiety. Zakupili także prostokątny drewniany stolik, ozdobiony ornamentami z liści i kwiatów. W oknie wisiała krótka, sięgającą do parapetu firanka i jasno zielone story, fantastycznie upięte po bokach okna i związane szeroką szarfą. Mały sekretarzyk, dwa krzesła i stojący stary zegar, znakomicie pasowały do wystroju zielonego pokoju. Uchyliłam lekko okno i udałam się do pokoju Lucyny.
Moja siostra postanowiła, urządzić go na wzór gabinetu. Chciała w przyszłości tworzyć tu swoje książki. Dlatego stało tam biurko z niezliczoną ilością szuflad i lampa z  kolorowym mozaikowym abażurem. Na blacie ustawiła stary ozdobny kałamarz, nożyk do papieru i stojak na pióra. Na ścianie wisiały reprodukcje obrazów. Jeden z nich oprawiony w złoconą ramę, przedstawiał kobietę z dzieckiem na ręku. Była bardzo piękna. Jej kruczoczarne włosy, kontrastowały znakomicie z alabastrową delikatną twarzą i wypukłymi czerwonymi ustami. Dziewczynka, którą tuliła do siebie kobieta, miała na sobie niebieską sukienkę, obszytą mnóstwem falbanek. Autor tego obrazu przyłożył wielką wagę do włosów dziecka. Miały jasno - złoty kolor, a główka dziewczynki tonęła prawie w drobniutkich loczkach.
Drugi z obrazów przedstawiał stary drewniany dworek, stojący na tle pięknego ogrodu i stawu, po którym pływały śnieżnobiałe łabędzie.
Podobał mi się ten pokoik Lucyny i myślę, że właśnie w tym miejscu, powstaną same hity literackie napisane przez moją siostrę. Słoneczny pokój przeznaczony dla gości jeszcze nie został urządzony. Nie miałam jak na razie pomysłu, jak powinien wyglądać.

Wróciłam z powrotem do salonu, na zegarze była już godzina czternasta. Musiałam przygotować obiad i wrócić do rzeczywistości.

cdn
Prześlij komentarz