poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wigilijna Noc.


Święta już za pasem, a u mnie nadal roboty drogowe. Ponieważ nie mam na to wpływu, synuś tu się szarogęsi, więc postanowiłam zrobić niespodziankę moim gościom przesyłając pod choinkę moje wigilijne opowiadanie. Myślę, że dorośli czytelnicy też będą zadowoleni.
















Wigilijna Noc

W domu panował świąteczny nastrój. Pachnąca lasem choinka, wystrojona jak księżniczka z bajki, przyciągała wzrok dziewczynki, siedzącej na wózku inwalidzkim.
- Mamusiu, kiedy będziemy rozpakowywać prezenty? - zapytała Marysia, poprawiając  dużą kokardę upiętą, na misternie splecionym warkoczu.
- Po kolacji kochanie – zaraz zaczynamy – powiedziała kobieta, przytulając czule swoją córkę.
Po chwili, Wigilijny stół, nakryty śnieżnobiałym obrusem, zapełniał się świątecznymi potrawami. Z drugiego pokoju, słychać było melodyjne kolędy, a na dworze padał gęsty  śnieg.
- Popatrz Marysiu! - przyjechała babcia z  dziadkiem. Matka skierowała wózek w stronę okna i uchyliła firanę tak, by dziewczynka mogła wszystko dokładnie zobaczyć.
- Ale sypie – powiedziała starsza pani, otrzepując buty ze śniegu. Andrzejku, zabrałeś wszystko z samochodu? -  zapytała mężczyznę, który wchodził do domu tuż za nią.
- Myślę, że tak – odpowiedział stawiając pakunki na podłodze w przedpokoju.
- Marysiu! – zawołał – zamknij oczy.
Dziewczynka zacisnęła z wrażenia piąstki i przymknęła powieki.
- He, he! - podglądasz! - powiedział dziadek chowając za sobą dużą paczkę.
Zawstydzona panienka, zakryła oczy dłońmi.
Kiedy już wszystkie prezenty znalazły się pod choinką, rodzina zasiadła do stołu.
W końcu nadszedł czas, tak długo oczekiwany przez zniecierpliwione dziecko.
- A co to jest? Zapytała Marysia.
- Sama zobacz – powiedziała babcia, pomagając rozpakować duże pudło z licznymi otworami. W środku, była klatka z małą ruchliwą, białą myszką.
- O rany! Jaka śliczna - zawołała dziewczynka.
Myszka biegała po klatce, wystraszona ruchem jaki panował w pokoju. Co jakiś czas stawała słupkiem, poruszając śmiesznie długimi wąsikami.
- Podoba ci się? - zapytała matka
- Tak! - jest taka śliczna, dziecko klaskało głośno w ręce.
- To dobrze, że ci się podoba twoja nowa przyjaciółka - powiedziała babcia. Jak ją nazwiesz?
- Może Wiercia bo nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu - zaproponowała, robiąc przy tym śmieszną minę.
- Niech będzie Wiercia, zgadzamy się - odpowiedzieli wszyscy chórem
- A mogę zabrać ją na ręce?
- Myślę że możesz, tylko musisz ją mocno trzymać, bo jak ucieknie, to trudno  będzie ją złapać – powiedział dziadek wyciągając zwierzątko z klatki i podał Marysi.
- Mamusiu, jaka ona mięciutka i ma taki śmieszny różowy pyszczek, ale dlaczego tak się trzęsie? - zapytała
- Bo jest w nowym miejscu - odpowiedziała matka. Musi się do ciebie przyzwyczaić, dlatego lepiej będzie jak wróci teraz do klatki.
Kiedy Wiercia znalazła się z powrotem w swoim domku, wyskoczyła na małą karuzelę i przebierając krótkimi nóżkami, obracała zabawkę coraz szybciej, ku radości obserwującego z zachwytem dziecka.
Zrobiło się późno. Dziadkowie pożegnali się życząc zdrowych spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Rodzice odwieźli małą do jej pokoju i postawili klatkę z myszką, obok łóżka.
- Teraz ten pokój należy także do Wierci – powiedział ojciec dziewczynki, całując ją w czoło. Dobrej nocy kochanie, dobrej nocy córeczko – dodała matka zamykając cichutko drzwi.
Marysia zmęczona nadmiarem wrażeń dzisiejszego wieczoru, wtuliła głowę w poduszkę i próbowała usnąć.
- Nie podoba mi się imię Wiercia, usłyszała cichutki głosik, dobiegający z klatki.
- Czy mi się to śni? - dziecko podniosło głowę i spojrzało ze zdziwieniem na myszkę.
- To nie sen, czy rodzice ci nie mówili, że w Wigilijny wieczór, zwierzęta mówią ludzkim głosem? To jedna taka noc w roku, kiedy możemy sobie pogadać – powiedziała myszka. No co tak patrzysz? - wyciągnij mnie z  klatki bo mam alergię na ten żwirek, to dobre dla chomików, a nie dla takich delikatnych osobników jak ja - nie ucieknę ci - weź mnie na łóżko.
Zdziwiona dziewczynka, wychyliła się i otworzyła klatkę. Wiercia jednym ruchem znalazła się na kołdrze obok dziecka.
- No teraz już lepiej, powiedziała drapiąc się za uszkiem – wszystko mnie swędzi – dodała z wyrzutem. Mam pomysł - Wiercia wspięła się zwinne na ramię dziewczynki. Czy chcesz zamienić się ze mną na te noc? - zapytała.
- Ale jak to zamienić się? - powiedziała Marysia.
- To nic trudnego, teraz to wszystko jest możliwe - ja poleżę w twoim łóżeczku, a ty możesz sobie pobiegać
- To znaczy, że zamienimy się? - ty będziesz mną a ja tobą?
- Dokładnie tak, zamieniasz się? - zapiszczała myszka.
- Tak zamieniam się, dziewczynka usiadła wygodnie w oczekiwaniu na to, co ma za chwilę się wydarzyć. Tak chciałabym sobie pochodzić, bo od urodzenia nigdy nie miałam okazji tego robić.
Za oknem  na niebie świeciły gwiazdy, jedna z nich oderwała się od reszty i powoli spadała w dół.
- Teraz? - pomyśl życzenie! - zawołała Wiercia.
- Chcę się zmienić w myszkę! szepnęła dziewczynka zamykając oczy. Kiedy je otworzyła, zobaczyła  na sobie białe futerko i długi różowy ogonek. Jeszcze przez chwilę stała tak na swoich krótkich nóżkach, bojąc się poruszyć.
- No, co tak stoisz? - usłyszała głos z pod kołdry, nie chcesz sobie pobiegać?
Pierwszy krok był najtrudniejszy, potem poszło jak z płatka. Marysia podbiegła do zamkniętych drzwi, ale dla takiej małej myszki nie stanowiło to problemu By je pokonać. znalazła małą szparę i z łatwością, przecisnęła się do pokoju rodziców, którzy smacznie już spali. Tej wyjątkowej nocy, dom należał teraz do niej. Pierwszy raz w życiu miała okazję, zobaczyć tak dokładnie pokoje na piętrzę i strych, który z powodu jej kalectwa, był zawsze dla niej nie osiągalny. Zdyszana pobiegła do piwnicy.
Na starej zniszczonej kanapie, przeciągał się leniwie kot.
- Nie obawiaj się - zwrócił się ludzkim głosem do myszki - dziś ci nic nie grozi, ale tylko dziś, bo innym razem schrupałbym cię z chęcią – dodał liżąc swoje czarne, lśniące futerko. Podobno masz na imię, Marysia. Azor powiedział mi, że zamieniłaś się na chwilę z tą białą damą z klatki. Mogę zabrać cię na wycieczkę po okolicy, zobaczysz jaką mamy w tym roku piękną zimę. Jeśli masz ochotę, to wskakuj na mój kark i wtul się dobrze w futro, jeśli nie chcesz zmarznąć.
Marysia nie czekając na drugie zaproszenie, wdrapała się na plecy kota i wtulona w jego,  jego ciepłą sierść, z bijącym sercem czekała co będzie dalej.
Jej przewodnik wyprężył grzbiet i korzystając z uchylonego okienka w piwnicy, zwinnym ruchem znalazł się ze swoją pasażerką na zewnątrz.
To była najpiękniejsza noc w jej życiu. Mogła zajrzeć do swojej przyjaciółki ze szkoły, co prawda tylko przez okno, ale widziała ją jak śpi z nowym misiem. Mruczek, bo tak przedstawił się jej nowy przyjaciel, zabrał ją do domu dziadków. Jeszcze nie spali. W kominku palił się ogień, babcia czytała książkę, a dziadek majstrował coś przy choince. To wszystko widziała z parapetu okna, na który wskoczył Mruczek.
Pierwszy raz od wielu lat, była bardzo szczęśliwa. Co jakiś czas ocierała małą łapką, spływające na białe futerko, łzy.
- Przestań się mazać - na przyszły rok, jak oczywiście dożyję - znowu zabiorę cię na wycieczkę - powiedział sympatyczny kotek.
Kiedy zaczęło świtać, musieli wracać.
Rano do pokoju, pierwsza weszła matka.
- Jak się spało? - zapytała, witając pocałunkiem swoją córeczkę.
- Bardzo dobrze - powiedziała Marysia, patrząc w stronę klatki, gdzie jej mała myszka, spała sobie słodko. Mamusiu, musimy jej zmienić ten żwirek, bo ona ma chyba na niego alergię.
- Cha, cha! - kobieta zaśmiała się serdecznie, czyżby ci się żaliła?
- Nie, ale całą noc się drapała - powiedziała dziewczynka,
widząc kątem oka, delikatny uśmieszek na różowym pyszczku Wierci.


Prześlij komentarz